Buddyzm - Cyber Sangha - Buddyjski Serwis Internetowy - Buddyzm w Polsce - www.buddyzm.edu.pl

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień plików cookies w przeglądarce internetowej.
Niedokonanie zmian ustawień na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.


buddyzm medytacja Budda reinkarnacja Dharma nirwana
Buddyzm - Cyber Sangha - Buddyjski Serwis Internetowy - Buddyzm w Polsce - www.buddyzm.edu.pl
Buddyzm - Cyber Sangha - Buddyjski Serwis Internetowy - Buddyzm w Polsce - www.buddyzm.edu.pl BUDDYZM - Cyber Sangha
Wydawnictwo ROGATY BUDDA - Ksiegarnia Buddyjska - buddyzm Buddyzm-Media - Buddyjski Serwis Informacyjny Buddyzm CyberSangha - YouTube Buddyzm CyberSangha - FACEBOOK
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm BUDDYZM - Cyber Sangha buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm     mapa strony | nasz patronat | o serwisie  buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm S T R O N A   G L O W N A M A G A Z Y N D O W N L O A D W Y D A R Z E N I A C Z Y T E L N I A ZALOGUJ SIE ZAREJESTRUJ SIE S Z U K A J buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm Wprowadzenie do buddyzmu Czym jest medytacja? Nowosci wydawnicze Zadaj pytanie Ikonografia Katalog WWW buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm buddyzm
Matthieu Ricard - Na drodze do oświecenia - buddyzm
Nowa książka Matthieu Ricarda - CyberSangha objęła nad nią patronat medialny. Serdecznie polecamy!


buddyzm
buddyzm buddyzm
Cyber Sangha > Magazyn > Magazyn nr 6 > "Byłem buddystą"
buddyzm buddyzm Cyber Sangha - magazyn nr 06 - buddyzm
listopad 1998
buddyzm
Jeśli ktoś dostrzega swoją naturę,
znajduje Drogę, nawet jeśli nie umie czytać.
- Bodhidharma -
buddyzm
buddyzm


sekta Byłem buddystą
relacja ofiary "buddyjskiej sekty"...


... czyli formy kosmicznych dźwięków, sanskryt tybetański, manipulacja poprzez śpiewanie mantry, demon Mahakala jako "głównodowodzący ochroniarzy buddyjskich bóstw" i tym podobne "kwiatki" znalezione na stronie Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Polsce.


buddyzm - Cyber Sangha - medytacja

Komentarz "Cyber Sanghi"

Udział procentowy ludzi chorych psychicznie jest w różnych grupach społecznych mniej więcej taki sam. Ponad 90% obywateli naszego kraju to katolicy, wynika z tego, że większość pacjentów szpitali psychiatrycznych jest katolikami. Czy to wiara w Boga pchnęła ich do obłędu? Oczywiście, statystycznie rzecz biorąc, niektórzy buddyści także cierpią na poważne dolegliwości psychiczne. Należałoby jednak dokłądnie zbadać czy ich problemy pojawiły się w wyniku praktyki religijnej, czy też były obecne już wcześniej.

Wielu nauczycieli Dharmy często powtarza, że medytacja jest skutecznym środkiem umożliwiającym rozwinięcie najlepszych właściwości umysłu, jest to jednak metoda przeznaczona wyłącznie dla inteligentnych osób dysponujących w miarę zdrową, stabilną konstrukcją psychiczną. Po uważnej lekturze tekstu pt."Byłem buddystą" można odnaleźć w nim przesłanki wskazujące na problemy psychiczne autora, jeszcze zanim zaczął on praktykować medytację. Inny kwestia, o ile w ogóle można zaufać tej relacji, to nieodpowiedzialne zachowanie się osób, które wprowadziły go w buddyzm ("Powtarzali, że oni nie maja nic przeciwko chrześcijaństwu, że to jest w zasadzie dokładnie to samo co religie wschodu. Cel jest ten sam." sic!!!!).

Dziwi mnie postawa dominikanów z powagą traktujących "świadectwa" pełne paranoicznych wypowiedzi w stylu: "Nagle zrozumiałem, że to jest tak, jakbym się podłączył do kontaktu, którym płynie obca duchowość. Zostałem podłączony i jestem jednym z nich, a oni doskonale wiedzą, co robię, ja też wiedziałem, co robią inni". Wiarygodność tekstu wydaje mi się mocno naciągana także z innych powodów - dlaczego nie podano konkretnej nazwy owej "buddyjskiej sekty", nazwiska guru itp.? Jeżeli jest to próba mistyfikacji, to wypadła ona naprawdę nieudolnie. Jeżeli jest to prawdziwe świadectwo, to nie zasługuje ono na miano rzetelnej relacji, a tym samym nie wnosi żadnej istotnej i godnej zaufania informacji. Być może jedynym celem zamieszczenia w Internecie owej relacji było wzbudzenie lęku przed buddyzmem u potencjalnych czytelników.

Niezależnie od tego czy opisana historia wydarzyła się naprawdę, została celowo spreparowana, czy też jest raczej urojeniem chorej osoby - należy wyraźnie zaznaczyć, że buddyzm i chrześcijaństwo są zupełnie odmiennymi systemami religijnymi. Różnią się one od siebie zarówno celem, jak i metodami do niego prowadzącymi. O ile na płaszczyźnie etyki są jeszcze do pogodzenia, o tyle w sferze doktrynalno-filozoficznej jest to niemożliwe. Osoby bawiące się w "duchowy eklektyzm", dodatkowo balansujące na granicy normalnego funkcjonowania, mogą nie tylko jeszcze bardziej pogłębić swoje neurotyczne tendencje poprzez brak jasnego ukierunkowania w praktyce, ale również przyczynić się do cierpienia innych (jak wspomniani znajomi "buddyści" autora poniższego świadectwa). Powinni o tym pamiętać wszyscy ci, którzy z taką łatwością mieszają różne tradycje religijne oraz wszelkiego rodzaju entuzjaści ruchów New Age.

OM MANI PEME HUNG

Jarosław Wierny

_____________________



Byłem buddystą

Dlaczego wszedłem w sektę? W dużej mierze przez naiwność i nieświadomość tego, co mi grozi. Szukałem Boga, byłem blisko, chciałem być jeszcze bliżej.

Byłem bardzo otwarty na innych ludzi, na inne poglądy. Wyjechałem z rodzinnego miasta na Zachód. Byłem sam, nie znałem języka - dopiero uczyłem się go i wtedy poznałem dwójkę ludzi z Polski. Byli bardzo mili, stanowili dla mnie oparcie, nareszcie mogłem z kimś porozmawiać w ojczystym języku. Rozmawialiśmy dużo. Początkowo o rzeczach mniej ważnych, dopiero po dłuższej znajomości zaczęli podsuwać mi książki nt. buddyzmu. Przyjąłem je myśląc: dlaczego nie? Przecież prawda zawsze się obroni. Jeżeli Boga w tym nie ma to na pewno to rozpoznam. Wszystko przyjmowałem, niczego nie odrzucałem. Monika i jej przyjaciel nie negowali Chrystusa. Co więcej, cały czas mówili, że On przyszedł z nieba, aby wziąć na siebie zło, a nam dać dobro. Powtarzali, że oni nie maja nic przeciwko chrześcijaństwu, że to jest w zasadzie dokładnie to samo co religie wschodu. Cel jest ten sam. Dzięki Monice zacząłem poznawać mistrzów buddyjskich. Początkowo bez wielkiego zaangażowania jeździłem z nią na różne spotkania i medytacje. Równocześnie nie przestawałem chodzić do kościoła. Nie widziałem w tym sprzeczności, po prostu nie dostrzegałem niczego złego w praktykowaniu medytacji. Któregoś dnia w kościele, podczas modlitwy, stało się coś bardzo dziwnego. Nagle usłyszałem głos, po polsku, a wkoło byli przecież sami Niemcy, powiedział mi: Roman, czy chcesz, żebym tobie pomógł, a im wszystkim nie, czy chcesz, żebym pomógł im, a nie tobie? Zupełne zaskoczenie, wkoło cisza, wszyscy się modlą i ten głos. Dodam jeszcze, że byłem wtedy ciężko chory na jakąś odmianę żółtaczki. Zacząłem się zastanawiać, walczyć z własnym egoizmem; z jednej strony jestem chory, pomoc by się przydała, ale z drugiej, co tam moja choroba, oni też potrzebują pomocy. Przeważyło na ich szale, powiedziałem: im pomóż. I w tym momencie poczułem ciepło w wątrobie, miejscu będącym źródłem mojej choroby. Powoli zacząłem rozumieć, że jestem uzdrawiany. Wyszedłem z kościoła jak w szoku. Boże, co się stało? Jakoś tak fajnie, po prostu uzdrowił mnie, jestem zdrowy. Poszedłem do lekarza, sprawdził moją krew i okazało się, że wszystko minęło. Lekarz był zaskoczony, pytał: jak to się stało? Leczenie było rozpoczęte, ale jak to możliwe, że jego efekt jest natychmiastowy. To było moje pierwsze tak bliskie spotkanie z Chrystusem, który uzdrowił mnie. Pierwsze i ostatnie jak do tej pory. Po tym wszystkim nadal spotykałem się z buddystami. Ich nauka nie wyglądała źle. Powtarzali, że będąc buddysta można też praktykować inne religie, że to nie jest nic złego. Odebrałem to jako swego rodzaju światowy ekumenizm. Oni nawet pomagali innym kościołom na drodze medytacji. Z zewnątrz wyglądało to bardzo mądrze i zachęcająco. Jednocześnie zawsze było coś, co nie dawało spokoju i zaufania. Uświadomiłem sobie, że zaczynam się zmieniać, zachowywać się w sposób dla mnie obcy. Jakbym to nie był ja. Miałem wrażenie, że zaczynam otwierać się na zupełnie innego ducha, który zaczyna mną kierować. Wtedy rozpocząłem medytacje do Zielonej Tary. Nauczono mnie mantry, tłumacząc mi, że zdanie, które śpiewam nic nie znaczy, jest tylko formą dźwięków kosmicznych.

Cały czas szukałem. Buddyzm nie był, na pierwszy rzut oka, ewidentnie zły, więc chciałem go bliżej poznać. Któregoś dnia nadarzyła się okazja na rozmowę z Lamą. Poszedłem do niego, Lama rozłożył swoje przyrządy, naczynia, karteczki z modlitwami i zaczął odprawiać jakąś formę modlitwy w sanskrycie tybetańskim. Sądziłem, że przygotowuje się do rozmowy ze mną. Nagle kazał mi powtarzać jego słowa, zrobiłem to, potem obciął mi włosy, pomieszał je z ryżem i dalej odprawiał swoje modlitwy. W pewnym momencie powiedział do mnie: Teraz się pokłoń. Pokłoniłem się, po czym chciałem zapytać, co się właściwie dzieje. Zapytałem go, a on wypisuje mi moje nowe imię i mówi: przyjąłeś schronienie w nauczycielu buddyjskim. Jesteś buddystą.

Miałem mieszane uczucia, przecież nie o to mi chodziło. On nie powiedział mi, co robi, nie zapytał, czy ja tego chcę. Wtedy po raz pierwszy zacząłem mieć wątpliwości. Przecież to, co on przed chwilą zrobił, było niezupełnie fair.

Mimo obaw pozostałem. Po jakimś czasie zauważyłem, że przejąłem ich sposób myślenia i mówienia. Poznawałem coraz bardziej zaawansowanych buddystów, przyjmowałem coraz silniejsze inicjacje (czyli przejęcie mocy jakiegoś bóstwa, aby się na nie otworzyć, aby mogło we mnie działać.). Czułem się coraz bardziej obezwładniany. Obsesyjne wręcz myśli: jedz tam, jedz tam i rób to. Ludzie związani z mistrzem nie dawali mi spokoju, codziennie dzwonili, przyjeżdżali do mnie, nie sposób się było od nich oderwać. Wszystko z uśmiechem.

Dopiero później okazało się, że skoro już tak daleko wszedłem, to muszę się wyrzec wszystkiego. Należało się wyrzec Chrystusa i jego drogi, która nie była tutaj akceptowana. Przeszedłem kolejną inicjacje. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że nas wszystkich łapano w pułapkę, a skoro daliśmy się złapać, to należymy do nich. Powiedziano mi wprost: należysz do nas, jeśli się nie podporządkujesz, zniszczymy cię. Kapłan albo bóstwo, któremu się podporządkowałem, miał pełne prawo do działania we mnie. To on dyktował prawa. Gdy prawo się zmieni, on powie, co mam robić. Może powiedzieć tak, a następnym razem coś zupełnie innego. Coś całkowicie sprzecznego z wcześniejszą opinią lub nakazem.

Gdy wchodziłem w grupę, nie zdawałem sobie sprawy, w jak niebezpieczną sprawę się angażuje. Niebezpieczeństwo polegało na manipulacji świadomością. Pewne rzeczy wchodzą tak głęboko w podświadomość, obezwładniają do tego stopnia, że człowiek przestaje panować nad sobą, nad swoim życiem, osobowością. Coś obcego zaczyna dyktować warunki jak żyć i co mówić. W ten sposób mistrz zaczął zmuszać mnie do postępowania według jego woli, a nie mojej. Duchowość buddyjska nie daje wolności woli. Byłem jak zahipnotyzowany, on panował nad moja świadomością, systemem wartości. Zacząłem wątpić, czy rzeczy, które zawsze uważałem za złe, faktycznie są złe. Moja psychika zaczęła się zmieniać, byłem manipulowany przez osobowość silniejszą od mojej, która dążyła do zapanowania nade mną.

Manipulacją było nawet śpiewanie mantry. Nieprawdą jest to, co mówili mi na początku, że mantra to tylko jakieś tam dźwięki. Mantra oznacza, że ja oddaje tobie - czyli bogu, którego imię śpiewam - pokłon i czczę ciebie. Powtarzając to, zaprasza się go do siebie, do swojego życia, a on przychodzi. Teraz, po latach, staram się zapomnieć wszystkie mantry, które kiedyś śpiewałem.

W buddyzmie istnieje cała grupa demonów, najważniejszym z nich jest Mahakala, który jest jakby głównodowodzącym demonów, do niego codziennie odprawia się modły, aby był na posługi mistrzów. Jego zadaniem jest chronić naukę i mistrzów; są też demony, które mają odcinać człowieka od pewnych rzeczy, do których jest przywiązany. Demony są jakby ochraniarzami bóstw. Znam dziewczynę, która wyszła z sekty, ale po jej opuszczeniu miała taką tendencje do zła, że uczestniczyła w czarnych mszach, że do tej pory stosuje czarną magie, ma na głowie wytatuowane trzy szóstki; demonizm wyniesiony z sekty tkwi w niej. Gdy ją obraziłem któregoś wieczoru, bo miałem już dość tego wszystkiego, co ona robiła, nagle nie mogłem przespać nocy, zaczęły się takie rzeczy ze mną dziać, że nie mogłem zasnąć. Jak Lama, który daje człowiekowi schronienie, pobiera jego włosy potrzebne do rytuału, do magii, która dobru nie służy, tak ona zrobiła coś podobnego, a wyniosła to z sekty. Magia jest bronią bardziej niebezpieczną niż się nam wydaje.

W sekcie przerażającą była ciągła kontrola. Kiedyś odebrałem telefon; dzwoni jeden ze współwyznawców, i pyta: czemu ty nie medytujesz? Nagle zrozumiałem, że to jest tak, jakbym się podłączył do kontaktu, którym płynie obca duchowość. Zostałem podłączony i jestem jednym z nich, a oni doskonale wiedzą, co robię, ja też wiedziałem, co robią inni. Doskonale wiedziałem, co myślą, wiedziałem, od kogo jest telefon, list, kto na mnie czeka w domu. Czułem się jak małpa w cyrku. Zgubiłem gdzieś radość i miłość, którą miałem. Do tej pory jest mi ciężko, choć one wracają.

Jeszcze przed inicjacją prześladowało mnie pytanie, czy droga, którą idę, doprowadzi mnie do Boga. Pytałem o to wielu mistrzów, żaden mi nie odpowiedział. Widzieli, że na szyi zawieszony mam krzyżyk, wyczuwali, że jestem w stanie łaski, że nie rezygnuje z Chrystusa. Aż w końcu spotkałem mistrza, który powiedział: tak, buddyzm i chrześcijaństwo nie wykluczają się. Idź obiema drogami. Zaufałem mu. Wiedział o tym, położył mi dłonie na głowie i wtedy zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Po wyjściu z jego pokoju zerwałem krzyżyk, nie mogłem się modlić, zupełnie straciłem kontakt z Bogiem. Wpadłem w pułapkę. Zostałem oszukany po to, aby mnie odłączyć od Chrystusa. Nie można iść obiema drogami. Wszystko nagle stało się jasne, ale z drugiej strony coś mi mówiło, że jest za późno, jesteś już mój, musisz wykonywać moją wolę. O nie, myślę sobie, tego jest już za dużo, i tej czarnej magii, i zaklęć, podstępów, oszustw i kłamstw. Miałem dość. Wiedziałem już, że to nie pochodzi od Boga, nie pochodzi od Dobra, chciałem z tym zerwać. Wziąłem Pismo Święte, zacząłem czytać Ewangelie i zasnąłem. Nagle, otwarły się drzwi do pokoju. Obudziłem się, czując potworny lęk przed czymś, co było w środku, a czego nie widziałem. Coś, co weszło przez te otwarte drzwi. Potem zapadłem w sen. Koszmarny sen. Czułem, że dzieje się coś niedobrego, że będzie bardzo źle. Miałem uczucie utraty wszystkiego i równocześnie chęć uwolnienia się. Im więcej się modliłem, tym gorsze noce przeżywałem, obsesje, leki, myśli samobójcze. Najgorsza była świadomość oddzielenia od Boga. Nagle poczułem się sam. To było najgorsze, co w swoim życiu przeżyłem Wszystko bym wytrzymał, ale nie mogłem ścierpieć oddzielenia od Chrystusa. Ten stan trwał miesiącami. Modliłem się, a jakiś głos mówił: spokojnie, skończ z tym, a wszystko minie. Czułem się tak, jakbym był przez nich prześladowany

Pewnej nocy śnił mi się jeden z mistrzów. Stał przede mną, w ręce miałem krzyż, a on pytał: czy możesz to odrzucić? Nie potrafiłem. Obudziłem i pomyślałem: racja, przecież nie zrobiłbym tego. Proces uwolnienia się trwał bardzo długo

Teraz wiem, jak bardzo Chrystusowi na mnie zależało, skoro mimo tego, że go odrzuciłem, otwarłem się na całkowicie inna duchowość, nie mającą z Chrystusem nic wspólnego, on stale upominał się o mnie i nie przestawał mnie kochać. To On pokazał mi, do czego prowadzi sekta i równocześnie pokazał, kim jest On - Chrystus, który mnie z tego wyciągnął. Zawsze, gdy o nim myślę, odczuwam ogromną radość i miłość. Miłość, która jest nie do porównania z żądną inna forma miłości. Kochałem kiedyś kobietę. Byłem zakochany po uszy, wiem, jak wspaniale i piękne to było uczucie móc kogoś kochać. Jednak to, co daje Bóg, jest o wiele, wiele większe, piękniejsze, mocniejsze...

Romek


Teksty zaczerpnięto ze strony OPOKA - oficjalnego serwisu Kościoła Katolickiego w Polsce.




buddyzm

buddyzm - facebook - cybersangha
buddyzm
Polityka prywatności portalu
buddyjskiego "CyberSangha"


buddyzm
Sprawdź najchętniej czytane teksty »
buddyzm

buddyzm
Zarejestruj się, by otrzymywać newsletter »
buddyzm

buddyzm
"Cyber Sangha" obejmuje swoim patronatem medialnym ciekawe książki i imprezy związane z buddyzmem.
» szczegóły
buddyzm

buddyzmZnajdź w "Cyber Sandze"

buddyzm

buddyzm
Darowizna
dla "Cyber Sanghi"

buddyzm

Budda

Oby wszystkie istoty osiągnęły szczęście i przyczynę szczęścia.

Oby były wolne od cierpienia i przyczyny cierpienia.

Oby nie były oddzielone od prawdziwego szczęścia - wolności od cierpienia.

Oby spoczywały w wielkiej równości, wolnej od przywiązania i niechęci.

Magazyn DIAMENTOWA DROGA

Portal Budda.pl

Fundacja Theravada Polska

Biblioteczka Buddyjska

Wydawnictwo A - buddyzm, filozofia, religioznawstwo

Księgarnia KARMAPA FOUNDATION

Serwis Buddyzm Wprost

Sasana.pl - Theravada

Medytacja w więzieniach






London wedding photographer

buddyzm buddyzm
buddyzm
buddyzm :: www.buddyzm.edu.pl :: buddyzm
buddyzm
buddyzm buddyzm przewin strone do gory Aktualnie online: 0 użytkownik(ów), 9 gość(i)

Strona główna || Czytelnia || Magazyn || Wprowadzenie do buddyzmu || Czym jest medytacja?
Nowości wydawnicze || Zadaj pytanie || Biblioteczka || Download || Wydarzenia
Katalog WWW || Polityka prywatności || Cennik reklam || O serwisie || Zaloguj się || Szukaj
opcje zaawansowanego szukania napisz do nas wydrukuj strone buddyzm buddyzm
buddyzm
buddyzm
buddyzm buddyzm
buddyzm

Buddyzm w Polsce

www.buddyzm.edu.pl

om mani peme hung

Buddyjski Portal "Cyber Sangha"
w Internecie od 1998 roku.
buddyzm - CyberSangha - buddyzm