Buddyzm - Cyber Sangha - Buddyjski Serwis Internetowy - Buddyzm w Polsce - www.buddyzm.edu.pl

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień plików cookies w przeglądarce internetowej.
Niedokonanie zmian ustawień na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.


buddyzm medytacja Budda reinkarnacja Dharma nirwana
Buddyzm - Cyber Sangha - Buddyjski Serwis Internetowy - Buddyzm w Polsce - www.buddyzm.edu.pl
Buddyzm - Cyber Sangha - Buddyjski Serwis Internetowy - Buddyzm w Polsce - www.buddyzm.edu.pl BUDDYZM - Cyber Sangha
Wydawnictwo ROGATY BUDDA - Ksiegarnia Buddyjska - buddyzm Buddyzm-Media - Buddyjski Serwis Informacyjny Buddyzm CyberSangha - YouTube Buddyzm CyberSangha - FACEBOOK
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm BUDDYZM - Cyber Sangha buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm     mapa strony | nasz patronat | o serwisie  buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm S T R O N A   G L O W N A M A G A Z Y N D O W N L O A D W Y D A R Z E N I A C Z Y T E L N I A ZALOGUJ SIE ZAREJESTRUJ SIE S Z U K A J buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm Wprowadzenie do buddyzmu Czym jest medytacja? Nowosci wydawnicze Zadaj pytanie Ikonografia Katalog WWW buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm buddyzm :: Cyber Sangha :: buddyzm
buddyzm buddyzm
buddyzm warszawa beru khjentse dziamgon kongtrul
Polska Sangha Beru Khjentse Rinpocze i Dziamgona Kongtrula Rinpocze w tradycji karma kagju


buddyzm
buddyzm buddyzm
buddyzm buddyzm Cyber Sangha - magazyn nr 13 - buddyzm
sierpień 2001
buddyzm
Czujny, czujny, a jednak rozluźniony, rozluźniony.
To decydujący aspekt Poglądu w medytacji.
- Maczig Labdron -
buddyzm
buddyzm


Oszusci w szatach Replika
Jarosław Wierny


Odpowiedź na recenzję J.Sieradzana książki "Oszuści w szatach". Fragment książki p.t. "Królestwo" można przeczytać w bieżącym wydaniu magazynu "Cyber Sangha".


buddyzm - Cyber Sangha - medytacja

W nr. 4 magazynu "Światoobraz" [http://www.awyd.com.pl/sobraz/nr04/k08.html] ukazała się napisana przez pana Jacka Sieradzana recenzja książki Tomka Lehnerta "Oszuści w szatach" prezentującej kulisy konfliktu w szkole buddyjskiej karma kagyu, jaki pojawił się w trakcie rozpoznawania siedemnastej inkarnacji Karmapy. We wstępie do swojej recenzji J.Sieradzan deklaruje, że jego celem "nie jest dyskredytowanie (...) buddyzmu zachodniego Olego Nydahla", jednak z każdym kolejnym akapitem coraz bardziej zdaje się o tym zapominać.

Umysł najchętniej chwyta się tych treści, które są mu bliskie, dlatego też łatwość, z jaką J.Sieradzan wyłapał "wojenne" sformułowania, można zinterpretować jako wyraz jego nieprzyjaznego stosunku wobec Lamy Ole Nydahla. Przypuszczenie to wydaje się być uzasadnione w świetle pewnego wydarzenia, jakie miało miejsce podczas jednego z publicznych wykładów Lamy Ole przed paru laty. Otóż na straganiku z książkami i broszurkami buddyjskimi pojawiła się pozycja pt. bodajże "Smok Wadżry" autorstwa J.Sieradzana, w której to publikacji pomieszano różne nauki duchowe z doświadczeniami wywołanymi przez substancje halucynogenne zawarte w peyotlu - kaktusie, który jest używany tradycyjnie przez indiańskich szamanów w celu wywołania odmiennych stanów świadomości.

Abstrahując od niezwykłych efektów, jakie wywołują w świadomości substancje halucynogenne i ewentualnej roli, jaką odgrywają w eksplorowaniu ludzkiej psychiki, należy z całą stanowczością podkreślić, że nauki buddyjskie przekazywane w szkole kagyu nie stoją w parze z psychodelicznymi tripami, o czym mówi sam XVI Karmapa, przyrównując psychodeliczne doświadczenia do lizania lodów przez szybę. Nie czyni tego zresztą z poziomu teoretyka, ale buddyjskiego jogina i jednocześnie osoby, która sama doświadczyła odmiennych stanów świadomości po zażyciu bardzo dużej dawki LSD. Powyższa wypowiedź Karmapy była jednym z nielicznych krytycznych fragmentów pozycji pt. "Narkotyki-przewodnik", książki napisanej pełnym aprobaty i fascynacji narkotykowymi doświadczeniami stylem przez pana Roberta Palusińskiego - znajomego J.Sieradzana i wydawcy tekstów przez niego tłumaczonych.

Do pełnego szczęścia służb zajmujących się przeciwdziałaniem narkomanii brakowało podczas wspomnianego buddyjskiego spotkania handlarzy amfetaminą i wszechobecnego zapachu palonego haszyszu - nie trzeba chyba dodawać, że byłaby to całkowita kompromitacja buddyzmu. Lama Ole Nydahl jako były przemytnik i "użytkownik" haszyszu (czego zresztą - jak skwapliwie J.Sieradzan zauważył - nie ukrywa, w przeciwieństwie do wielu tybetańskich nauczycieli, którzy pod świątobliwą maską wyczyniają różne ekscesy, usiłując utrzymać je w tajemnicy) był świadkiem tego, w jaki sposób mogą przyczynić się do zniszczenia człowieka także takie substancje, które określa się niewinnie mianem "miękkie narkotyki" czy "psychodeliki". W tej sytuacji reakcja Lamy Ole, który nakazał usunięcie broszurki "Smok Wadżry" z półki była jednoznaczna i zrozumiała. Zapewne to wydarzenie miał na myśli J.Sieradzan, pisząc w swojej recenzji o "reglamentacji wydawnictw, jakie można kupić na spotkaniach z O.N.".

Przykładów świadczących o fałszywości tej tezy można znaleźć kilka, np. podczas ubiegłorocznego kursu medytacyjnego w Kucharach (ogólnopolski ośrodek karma kagyu) można było zakupić w oficjalnym sklepiku broszurki z tekstami Cziegjama Trungpy, który jak wiadomo zamknął swoje ośrodki w U.S.A. przed wizytami Lamy Ole Nydahla. Jednocześnie sam Lama Ole oraz wyznaczeni przez niego polscy nauczyciele z szacunkiem wypowiadają się publicznie o XIV Dalajlamie czy Tendze Rinpocze jako o wykwalifikowanych nauczycielach buddyzmu, jednocześnie nie czują się niczym skrępowani, by poddawać krytyce polityczne posunięcia tybetańskich lamów. W biblioteczkach ośrodków zrzeszonych w Związku Buddyjskim Karma Kagyu można znaleźć książki Tengi Rinpocze, Kalu Rinpocze, XIV Dalajlamy i innych nauczycieli, którzy sprzeciwiają się Taje Dordże jako kandydatowi na tron Karmapy. Książki te, będące źródłem wielu cennych nauk, są powszechnie dostępne dla ludzi odwiedzających ośrodki i nie może być tu mowy o żadnej reglamentacji ani cenzurze. Jest to zupełnie odmienna postawa od tej, jaką zaprezentowali w ubiegłym roku zwolennicy Urdziena Trinleja, paląc publicznie egzemplarze niezależnego magazynu Asia Week, w którym przedstawiono kulisy sporu wokół siedemnastej inkarnacji Karmapy. Skojarzenie tego incydentu z duchem panującym w latach 30 ubiegłego wieku w Niemczech jest natychmiastowe. Czy jest to jednak wystarczający powód, by demonstrantów nazywać spadkobiercami hitlerowskiej propagandy, tak jak to czyni J.Sieradzan z charakterystyczną dla siebie swobodą ferowania wyroków w odniesieniu do T.Lehnerta?

Oczywiście J.Sieradzan nie może wiedzieć, co czytają uczniowie Lamy Ole Nydahla i nie ma prawa znać wypowiedzi ich nauczyciela, ponieważ ośrodków karma kagyu nie odwiedza, a w publicznych wykładach Lamy Ole nie uczestniczy. Jednocześnie taka postawa nie przeszkadza mu w kreowaniu własnej, tej najprawdziwszej, wizji. Zamknięty w przeświadczeniu o swojej słuszności J.Sieradzan serwuje idee na temat zasad funkcjonowania ośrodków karma kagyu, posiłkując się niesprawdzonymi opiniami z trzeciej ręki, które doprawia dodatkowo, jak przypuszczam, osobistymi urazami.

W innym fragmencie recenzji J.Sieradzan zwraca uwagę na fakt podawania samych imion postaci będących bohaterami opisywanych w książce T.Lehnerta wydarzeń. Zostaje to zinterpretowane jako "maniera konspiry" wynikająca z poczucia "otoczenia przez wrogie, zagrażające siły" chcące "zniszczyć" autora "Oszustów w szatach". Autor tej głębokiej psychoanalizy pomija jednak fakt braku nazwisk Litwiński i Kozieł przy imionach Krzysztof i Adam, postacie te przedstawione zostały w książce jako ludzie, którzy zdradzili Lamę Ole Nydahla. Kto jak kto, ale zdrajcy powinni być szczególnie napiętnowani i wymienieni nie tylko z imienia i nazwiska - należałoby również podać dokładny adres zamieszkania, miejsce pracy oraz rozmiar noszonego obuwia. Czyżby autor "Oszustów w szatach" był aż tak bardzo ogarnięty paranoicznym strachem przed zagrożeniem ze strony owych sił wspomnianych przez J.Sieradzana, że boi się nazwać wroga pełnym imieniem i nazwiskiem? Czy człowiek ogarnięty tak ciężką przypadłością psychiczną byłby w stanie sprawnie posługiwać się piórem bądź edytorem tekstu?

Skoro jesteśmy przy nazwach własnych, to możemy zwrócić uwagę na jeszcze jeden fragment, w którym J.Sieradzan zarzuca uczniom Lamy Ole Nydahla duchową ślepotę, nazywając ich "wyznawcami" swojego guru. Fundamentem, na którym oparł swój zarzut, jest nieodmienianie w książce duńskich imion Ole i Hannah, co - jak zauważył J.Sieradzan - nie tylko jest "wbrew polskiej normie", ale i oznacza traktowanie tych osób w kategorii "niezmiennych ikon" wystawionych na nieosiągalnym dla przeciętnego śmiertelnika świętym piedestale. Chcąc sprawdzić, jak rzeczywiście odnoszą się polskie normy językowe do odmieniania obcych imion, sięgnąłem po "Nowy słownik ortograficzny PWN" opracowany przez prof. Edwarda Polańskiego i wydany w 1999 roku, a więc w czasie, kiedy książka "Oszuści w szatach" była tłumaczona. W dodatku na stronie LXXVI w punkcie 61.2 znajdują się szczegółowe zasady dotyczące pisowni i odmiany imion obcych. Okazuje się, że wg ustalonych przez językoznawców norm z obcych imion żeńskich odmieniane są tylko te, które kończą się na samogłoskę -a, tak więc imię Hannah nie odmienia się. Z męskich imion obcych deklinacji podlegają tylko te zakończone na spółgłoskę oraz na samogłoski -a, -o, -y, -i, natomiast z pozostałych imion część może podlegać odmianie lecz nie musi, a część jest wyłącznie nieodmienialna. Do imion nieodmienialnych zalicza się np. włoskie Cesare (czyt. Cezare), przykład ten ze względu na podobieństwo końcówki wskazuje, że imię Ole również nie odmienia się. Tak przedstawiają się polskie normy językowe obowiązujące w czasie, kiedy książka była tłumaczona i nic mi nie wiadomo, żeby w tej materii dokonały się jakieś rewolucyjne zmiany. Przy okazji wspomnę, że w potocznych rozmowach "wyznawcy" Lamy Ole nie tylko w niechlujny sposób łamią zasady poprawnej słownikowej polszczyzny, odmieniając jego imię przez wszystkie możliwe przypadki, ale i profanują swoje "niezmienne ikony" wyrażając się o nich kolokwialnie per "Olek" i "Hanka".

J.Sieradzan sugeruje także T.Lehnertowi manipulację zarzucając mu podawanie fałszywych informacji, jak np. ta mówiąca o linii inkarnacji "zapoczątkowanej w IX wieku przez Karmapę Karma Pakszi". Karma Pakszi żył w latach 1204-1283 a więc w XIII wieku, a nie w IX, jak podano w polskim tłumaczeniu. Wystarczy jednak sięgnąć po angielskojęzyczny oryginał ("Rogues in Robes", Blue Dolphin 1998), by na stronie 6 odnaleźć stosowny fragment: "The tulku tradition was initiated in Tibet nine centuries ago by Karma Pakshi [...]" ("Tradycja tulku została zapoczątkowana w Tybecie dziewięć wieków temu przez Karma Pakszi [...]") i zorientować się, że zawinił tu nie autor lecz tłumacz. Wpadka tłumacza została odczytana przez J.Sieradzana jako próba manipulacji czytelnika przez autora książki. Pogratulować przenikliwości! Oczywiście gdyby dobrze policzyć to okazałoby się, że błąd popełnił także T.Lehnert, ponieważ Karma Pakszi urodził się nie dziewięć lecz osiem stuleci temu, jednak zamiast konstruować rozbudowaną teorię spisków - jak to ma w zwyczaju J.Sieradzan - rozsądniejsze wydaje się zrzucenie tego błędu na karb kłopotów, jakie ma autor "Oszustów w szatach" z rachunkami. Przy okazji chciałbym podziękować nieocenionej Dorocie za wytropienie tej nieścisłości.

Z kolei informacja, że Karmapowie zainicjowali tradycję tulku w Tybecie, opiera się na kilkusetletnich ustnych przekazach podawanych w szkole kagyu. T.Lehnert, będąc praktykującym buddystą a nie buddologiem-teoretykiem, nie musi wiedzieć, że współcześni badacze historii buddyzmu tybetańskiego posiadają odmienne zdanie na ten temat. Przypuszczam, że dla T. Lehnerta w jego codziennej praktyce nie ma żadnego znaczenia to, czy pierwszym tybetańskim tulku był Karma Pakszi, Rinczien Zangmo czy pan Wacek spod siódemki. Akurat nie tego dotyczy istota buddyjskich nauk.

Ostatecznie wszystkie te mało przekonywujące zarzuty mają służyć jednemu celowi i nie chodzi tu bynajmniej o krytykę książki T.Lehnerta i języka, jakim została napisana, ale o próbę zniesławienia Związku Buddyjskiego Karma Kagyu i ośrodków założonych przez Lamę Ole Nydahla, co J.Sieradzan czyni, pisząc "(...) w praktyce jest to organizacja ściśle scentralizowana o 'fundamentalnych i sekciarckich nutach' (Batchelor, The Awakening of the West, Thorsons, London 1995, s. 115) z jasno wytyczoną linią, której wykonywanie pilnuje sztab oddanych funkcjonariuszy, nie dopuszczający żadnej krytyki". Jak ma się ta wypowiedź do wcześniejszych zapewnień o szlachetnych celach przyświecających autorowi recenzji, pozostawiam do oceny czytelnikom. Moim zdaniem świadczy to, delikatnie mówiąc, o nieprzyjaznych intencjach, jakie żywi J.Sieradzan wobec Lamy Ole Nydahla. Sama recenzja okazała się w końcu tylko pretekstem do ich zamanifestowania.

Jako członek Związku Buddyjskiego Karma Kagyu chciałbym przedstawić mój pogląd na temat atmosfery panującej w ośrodkach, który znacznie odbiega od opisu J.Sieradzana. Odbiega może z tego powodu, że w przeciwieństwie do autora recenzji "Oszustów w szatach", który swoje opinie tworzy za biurkiem, jestem naocznym świadkiem i uczestnikiem, tego co wydarza się w tych ośrodkach (mam tu na myśli głównie ośrodek w moim rodzinnym mieście).

Czymś naturalnym jest to, że jedni ludzie działają na rzecz ośrodka więcej a inni mniej. Niektórzy stawiają tę pracę na pierwszym planie, przed własnymi karierami, życiem rodzinnym czy społecznym poważaniem. Zawsze znajdzie się taki rodzaj pracy, której nikt inny wykonywać nie chce, nie jest do tego z różnych powodów zdolny, albo najzwyczajniej nie ma na to czasu. Tak więc niektórzy ludzie obejmują pewne funkcje w sposób niewymuszony, robią to po to, żeby ośrodek działał sprawniej. Dbają oni o terminowe opłacanie czynszu i rachunków, o kontakt z lokalnymi mediami, organizowanie wizyt nauczycieli i kursów medytacyjnych, prace remontowe, a także o wywiązywanie się innych ludzi z ich drobnych obowiązków, takich jak płacenie składek członkowskich czy terminowe oddawanie wypożyczonych książek. Z czasem inni zaczynają doceniać tę pracę i podczas demokratycznych wyborów władz ośrodka (takie są wymogi formalne określone przez polskie prawo względem związków wyznaniowych oraz przez statut Związku Buddyjskiego Karma Kagyu) akurat tym ludziom a nie innym zostają powierzone odpowiedzialne oficjalne funkcje. Taki wybór może wynikać z zaufania i docenienia pracy, a nie z wyjątkowo tłustej kiełbasy wyborczej. Hierarchiczna struktura ma na celu zwiększenie efektywności organizacyjnej i pomóc w lepszym funkcjonowaniu ośrodków w codziennej rzeczywistości, zauważa to wielu ludzi, także buddystów praktykujących w innych tradycjach, dla których rozwój ośrodków kagyu staje się inspiracją do działania na własnym poletku. Statut Związku Buddyjskiego Karma Kagyu jest do wglądu u przewodniczącego każdego ośrodka karma kagyu i nie ma powodu twierdzić, że jest to statut charakterystyczny dla "fundamentalistycznej, "scentralizowanej" i "sekciarskiej" organizacji, podobnie absurdalny zarzut można wysnuć wobec Konstytucji albo regulaminu pracy sprzątaczki. Ktoś może powiedzieć: "Statut statutem, a praktyka praktyką." - owszem, jednak ktoś, kto nie wie, jak naprawdę sytuacja wygląda w rzeczywistości, ponieważ opiera się na informacjach pochodzących od osób trzecich oraz na własnych uprzedzeniach, a jednocześnie rzuca lekką ręką inwektywy, nie zasługuje na zaufanie.

Zamiast z góry zarzucać Związkowi Buddyjskiemu Karma Kagyu charakterystyczne dla totalitarnych i sekciarskich organizacji ucinanie krytyki, warto odwiedzić poszczególne ośrodki i na własne oczy zobaczyć, w jaki sposób przebiegają w nich procedury decyzyjne i ile czasami pada ostrych słów. Nawet w najbardziej zgodnym małżeństwie dochodzi do znacznej różnicy poglądów, zgodne małżeństwo jest jednak dlatego nazywane "zgodnym", że zawsze udaje mu się znaleźć kompromisowe rozwiązanie, które satysfakcjonuje obie strony. Polecam także pojechać na duży kurs do Kuchar i lepiej poznać przebywających tam ludzi, można wówczas dostrzec, że nie jest to ślepa masa urobiona na jedną modłę, ale wielka różnorodność typów ludzi dotycząca nie tylko zewnętrznych cech ale i odmiennego podejścia do życia oraz odmiennych poglądów na różne zagadnienia związane z duchowością i nie tylko. Najciekawsze jest to, że pośród tych odmienności ludzie potrafią się ze sobą dogadywać, szanować i przede wszystkim współpracować. To w umysłach takich ludzi rodzą się różne niezależne inicjatywy, takie jak np. redagowana przeze mnie "Cyber Sangha" [ www.buddyzm.edu.pl ] i chociaż nie mają one oficjalnego poparcia ze strony władz Związku, którego nadrzędnym celem jest dbanie o przekaz charakterystyczny dla szkoły karma kagyu, to są mile przyjmowane i akceptowane.

Pan Jacek Sieradzan napisał, że autor "Oszustów w szatach" nie jest wolnym od stronniczości badaczem historii. Nie jest to myśl w żaden sposób odkrywcza, ponieważ by się tego dowiedzieć, wystarczy przeczytać umieszczoną na początku książki przedmowę autora, który nudne i zawiłe procesy polityczne ubrał w strawną dla przeciętnego czytelnika formę. Jednocześnie w taki sam sposób, w jaki J.Sieradzan przedstawił T.Lehnerta, można opisać jego samego: swoją recenzją pokazał, że nie zasługuje na miano obiektywnego krytyka. Ponieważ brak stronniczości nie jest cechą obowiązującą recenzentów książek (choć mile widzianą), to należy potraktować tekst J.Sieradzana jako subiektywną wypowiedź naznaczoną dużym ładunkiem emocjonalnym. Pod tym względem J.Sieradzan w niczym nie ustępuje T.Lehnertowi. Jedynie lepiej udało mu się zakamuflować swoje emocje i intencje pod płaszczykiem "chłodnej i rzeczowej" analizy języka, jakim napisano "Oszustów w szatach".

Jarosław Wierny

PS. Chciałbym podkreślić mój szacunek wobec pana Jacka Sieradzana, jako tłumacza i redaktora wielu cennych buddyjskich tekstów. Szczególnie chciałbym polecić Czytelnikom zredagowaną przez niego książkę "Przekroczyć próg mądrości" - odpowiedź na papieskie zarzuty wobec buddyzmu (przy okazji, książka ta była zachwalana przez Lamę Ole Nydahla). Książkę można nabyć w księgarni internetowej na www.buddyzm.com.pl. Książkę T.Lehnerta "Oszuści w szatach" można zamówić na stronie Wydawnictwa Czerwony Słoń [www.czerwonyslon.com.pl].


.




buddyzm

buddyzm - facebook - cybersangha
buddyzm
Polityka prywatności portalu
buddyjskiego "CyberSangha"


buddyzm
Sprawdź najchętniej czytane teksty »
buddyzm

buddyzm
Zarejestruj się, by otrzymywać newsletter »
buddyzm

buddyzm
"Cyber Sangha" obejmuje swoim patronatem medialnym ciekawe książki i imprezy związane z buddyzmem.
» szczegóły
buddyzm

buddyzmZnajdź w "Cyber Sandze"

buddyzm

buddyzm
Darowizna
dla "Cyber Sanghi"

buddyzm

Budda

Oby wszystkie istoty osiągnęły szczęście i przyczynę szczęścia.

Oby były wolne od cierpienia i przyczyny cierpienia.

Oby nie były oddzielone od prawdziwego szczęścia - wolności od cierpienia.

Oby spoczywały w wielkiej równości, wolnej od przywiązania i niechęci.

Magazyn DIAMENTOWA DROGA

Portal Budda.pl

Fundacja Theravada Polska

Biblioteczka Buddyjska

Wydawnictwo A - buddyzm, filozofia, religioznawstwo

Księgarnia KARMAPA FOUNDATION

Serwis Buddyzm Wprost

Sasana.pl - Theravada

Medytacja w więzieniach






London wedding photographer

buddyzm buddyzm
buddyzm
buddyzm :: www.buddyzm.edu.pl :: buddyzm
buddyzm
buddyzm buddyzm przewin strone do gory Aktualnie online: 0 użytkownik(ów), 19 gość(i)

Strona główna || Czytelnia || Magazyn || Wprowadzenie do buddyzmu || Czym jest medytacja?
Nowości wydawnicze || Zadaj pytanie || Biblioteczka || Download || Wydarzenia
Katalog WWW || Polityka prywatności || Cennik reklam || O serwisie || Zaloguj się || Szukaj
opcje zaawansowanego szukania napisz do nas wydrukuj strone buddyzm buddyzm
buddyzm
buddyzm
buddyzm buddyzm
buddyzm

Buddyzm w Polsce

www.buddyzm.edu.pl

om mani peme hung

Buddyjski Portal "Cyber Sangha"
w Internecie od 1998 roku.
buddyzm - CyberSangha - buddyzm