|
By?em buddyst?
relacja ofiary "buddyjskiej sekty"... ... czyli formy kosmicznych d?wi?ków, sanskryt tybeta?ski, manipulacja poprzez ?piewanie mantry, demon Mahakala jako "g?ównodowodz?cy ochroniarzy buddyjskich bóstw" i tym podobne "kwiatki" znalezione na stronie Dominika?skiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Polsce. |
Komentarz "Cyber Sanghi"
Udzia? procentowy ludzi chorych psychicznie jest w ró?nych grupach spo?ecznych mniej wi?cej taki sam. Ponad 90% obywateli naszego kraju to katolicy, wynika z tego, ?e wi?kszo?? pacjentów szpitali psychiatrycznych jest katolikami. Czy to wiara w Boga pchn??a ich do ob??du? Oczywi?cie, statystycznie rzecz bior?c, niektórzy buddy?ci tak?e cierpi? na powa?ne dolegliwo?ci psychiczne. Nale?a?oby jednak dok??dnie zbada? czy ich problemy pojawi?y si? w wyniku praktyki religijnej, czy te? by?y obecne ju? wcze?niej.
Wielu nauczycieli Dharmy cz?sto powtarza, ?e medytacja jest skutecznym ?rodkiem umo?liwiaj?cym rozwini?cie najlepszych w?a?ciwo?ci umys?u, jest to jednak metoda przeznaczona wy??cznie dla inteligentnych osób dysponuj?cych w miar? zdrow?, stabiln? konstrukcj? psychiczn?. Po uwa?nej lekturze tekstu pt."By?em buddyst?" mo?na odnale?? w nim przes?anki wskazuj?ce na problemy psychiczne autora, jeszcze zanim zacz?? on praktykowa? medytacj?. Inny kwestia, o ile w ogóle mo?na zaufa? tej relacji, to nieodpowiedzialne zachowanie si? osób, które wprowadzi?y go w buddyzm ("Powtarzali, ?e oni nie maja nic przeciwko chrze?cija?stwu, ?e to jest w zasadzie dok?adnie to samo co religie wschodu. Cel jest ten sam." sic!!!!).
Dziwi mnie postawa dominikanów z powag? traktuj?cych "?wiadectwa" pe?ne paranoicznych wypowiedzi w stylu: "Nagle zrozumia?em, ?e to jest tak, jakbym si? pod??czy? do kontaktu, którym p?ynie obca duchowo??. Zosta?em pod??czony i jestem jednym z nich, a oni doskonale wiedz?, co robi?, ja te? wiedzia?em, co robi? inni". Wiarygodno?? tekstu wydaje mi si? mocno naci?gana tak?e z innych powodów - dlaczego nie podano konkretnej nazwy owej "buddyjskiej sekty", nazwiska guru itp.? Je?eli jest to próba mistyfikacji, to wypad?a ona naprawd? nieudolnie. Je?eli jest to prawdziwe ?wiadectwo, to nie zas?uguje ono na miano rzetelnej relacji, a tym samym nie wnosi ?adnej istotnej i godnej zaufania informacji. By? mo?e jedynym celem zamieszczenia w Internecie owej relacji by?o wzbudzenie l?ku przed buddyzmem u potencjalnych czytelników.
Niezale?nie od tego czy opisana historia wydarzy?a si? naprawd?, zosta?a celowo spreparowana, czy te? jest raczej urojeniem chorej osoby - nale?y wyra?nie zaznaczy?, ?e buddyzm i chrze?cija?stwo s? zupe?nie odmiennymi systemami religijnymi. Ró?ni? si? one od siebie zarówno celem, jak i metodami do niego prowadz?cymi. O ile na p?aszczy?nie etyki s? jeszcze do pogodzenia, o tyle w sferze doktrynalno-filozoficznej jest to niemo?liwe. Osoby bawi?ce si? w "duchowy eklektyzm", dodatkowo balansuj?ce na granicy normalnego funkcjonowania, mog? nie tylko jeszcze bardziej pog??bi? swoje neurotyczne tendencje poprzez brak jasnego ukierunkowania w praktyce, ale równie? przyczyni? si? do cierpienia innych (jak wspomniani znajomi "buddy?ci" autora poni?szego ?wiadectwa). Powinni o tym pami?ta? wszyscy ci, którzy z tak? ?atwo?ci? mieszaj? ró?ne tradycje religijne oraz wszelkiego rodzaju entuzja?ci ruchów New Age.
Jaros?aw Wierny
_____________________
By?em buddyst?
Dlaczego wszed?em w sekt?? W du?ej mierze przez naiwno?? i nie?wiadomo?? tego, co mi grozi. Szuka?em Boga, by?em blisko, chcia?em by? jeszcze bli?ej.
By?em bardzo otwarty na innych ludzi, na inne pogl?dy. Wyjecha?em z rodzinnego miasta na Zachód. By?em sam, nie zna?em j?zyka - dopiero uczy?em si? go i wtedy pozna?em dwójk? ludzi z Polski. Byli bardzo mili, stanowili dla mnie oparcie, nareszcie mog?em z kim? porozmawia? w ojczystym j?zyku. Rozmawiali?my du?o. Pocz?tkowo o rzeczach mniej wa?nych, dopiero po d?u?szej znajomo?ci zacz?li podsuwa? mi ksi??ki nt. buddyzmu. Przyj??em je my?l?c: dlaczego nie? Przecie? prawda zawsze si? obroni. Je?eli Boga w tym nie ma to na pewno to rozpoznam. Wszystko przyjmowa?em, niczego nie odrzuca?em. Monika i jej przyjaciel nie negowali Chrystusa. Co wi?cej, ca?y czas mówili, ?e On przyszed? z nieba, aby wzi?? na siebie z?o, a nam da? dobro. Powtarzali, ?e oni nie maja nic przeciwko chrze?cija?stwu, ?e to jest w zasadzie dok?adnie to samo co religie wschodu. Cel jest ten sam. Dzi?ki Monice zacz??em poznawa? mistrzów buddyjskich. Pocz?tkowo bez wielkiego zaanga?owania je?dzi?em z ni? na ró?ne spotkania i medytacje. Równocze?nie nie przestawa?em chodzi? do ko?cio?a. Nie widzia?em w tym sprzeczno?ci, po prostu nie dostrzega?em niczego z?ego w praktykowaniu medytacji. Którego? dnia w ko?ciele, podczas modlitwy, sta?o si? co? bardzo dziwnego. Nagle us?ysza?em g?os, po polsku, a wko?o byli przecie? sami Niemcy, powiedzia? mi: Roman, czy chcesz, ?ebym tobie pomóg?, a im wszystkim nie, czy chcesz, ?ebym pomóg? im, a nie tobie? Zupe?ne zaskoczenie, wko?o cisza, wszyscy si? modl? i ten g?os. Dodam jeszcze, ?e by?em wtedy ci??ko chory na jak?? odmian? ?ó?taczki. Zacz??em si? zastanawia?, walczy? z w?asnym egoizmem; z jednej strony jestem chory, pomoc by si? przyda?a, ale z drugiej, co tam moja choroba, oni te? potrzebuj? pomocy. Przewa?y?o na ich szale, powiedzia?em: im pomó?. I w tym momencie poczu?em ciep?o w w?trobie, miejscu b?d?cym ?ród?em mojej choroby. Powoli zacz??em rozumie?, ?e jestem uzdrawiany. Wyszed?em z ko?cio?a jak w szoku. Bo?e, co si? sta?o? Jako? tak fajnie, po prostu uzdrowi? mnie, jestem zdrowy. Poszed?em do lekarza, sprawdzi? moj? krew i okaza?o si?, ?e wszystko min??o. Lekarz by? zaskoczony, pyta?: jak to si? sta?o? Leczenie by?o rozpocz?te, ale jak to mo?liwe, ?e jego efekt jest natychmiastowy. To by?o moje pierwsze tak bliskie spotkanie z Chrystusem, który uzdrowi? mnie. Pierwsze i ostatnie jak do tej pory. Po tym wszystkim nadal spotyka?em si? z buddystami. Ich nauka nie wygl?da?a ?le. Powtarzali, ?e b?d?c buddysta mo?na te? praktykowa? inne religie, ?e to nie jest nic z?ego. Odebra?em to jako swego rodzaju ?wiatowy ekumenizm. Oni nawet pomagali innym ko?cio?om na drodze medytacji. Z zewn?trz wygl?da?o to bardzo m?drze i zach?caj?co. Jednocze?nie zawsze by?o co?, co nie dawa?o spokoju i zaufania. U?wiadomi?em sobie, ?e zaczynam si? zmienia?, zachowywa? si? w sposób dla mnie obcy. Jakbym to nie by? ja. Mia?em wra?enie, ?e zaczynam otwiera? si? na zupe?nie innego ducha, który zaczyna mn? kierowa?. Wtedy rozpocz??em medytacje do Zielonej Tary. Nauczono mnie mantry, t?umacz?c mi, ?e zdanie, które ?piewam nic nie znaczy, jest tylko form? d?wi?ków kosmicznych.
Ca?y czas szuka?em. Buddyzm nie by?, na pierwszy rzut oka, ewidentnie z?y, wi?c chcia?em go bli?ej pozna?. Którego? dnia nadarzy?a si? okazja na rozmow? z Lam?. Poszed?em do niego, Lama roz?o?y? swoje przyrz?dy, naczynia, karteczki z modlitwami i zacz?? odprawia? jak?? form? modlitwy w sanskrycie tybeta?skim. S?dzi?em, ?e przygotowuje si? do rozmowy ze mn?. Nagle kaza? mi powtarza? jego s?owa, zrobi?em to, potem obci?? mi w?osy, pomiesza? je z ry?em i dalej odprawia? swoje modlitwy. W pewnym momencie powiedzia? do mnie: Teraz si? pok?o?. Pok?oni?em si?, po czym chcia?em zapyta?, co si? w?a?ciwie dzieje. Zapyta?em go, a on wypisuje mi moje nowe imi? i mówi: przyj??e? schronienie w nauczycielu buddyjskim. Jeste? buddyst?.
Mia?em mieszane uczucia, przecie? nie o to mi chodzi?o. On nie powiedzia? mi, co robi, nie zapyta?, czy ja tego chc?. Wtedy po raz pierwszy zacz??em mie? w?tpliwo?ci. Przecie? to, co on przed chwil? zrobi?, by?o niezupe?nie fair.
Mimo obaw pozosta?em. Po jakim? czasie zauwa?y?em, ?e przej??em ich sposób my?lenia i mówienia. Poznawa?em coraz bardziej zaawansowanych buddystów, przyjmowa?em coraz silniejsze inicjacje (czyli przej?cie mocy jakiego? bóstwa, aby si? na nie otworzy?, aby mog?o we mnie dzia?a?.). Czu?em si? coraz bardziej obezw?adniany. Obsesyjne wr?cz my?li: jedz tam, jedz tam i rób to. Ludzie zwi?zani z mistrzem nie dawali mi spokoju, codziennie dzwonili, przyje?d?ali do mnie, nie sposób si? by?o od nich oderwa?. Wszystko z u?miechem.
Dopiero pó?niej okaza?o si?, ?e skoro ju? tak daleko wszed?em, to musz? si? wyrzec wszystkiego. Nale?a?o si? wyrzec Chrystusa i jego drogi, która nie by?a tutaj akceptowana. Przeszed?em kolejn? inicjacje. Dopiero po jakim? czasie okaza?o si?, ?e nas wszystkich ?apano w pu?apk?, a skoro dali?my si? z?apa?, to nale?ymy do nich. Powiedziano mi wprost: nale?ysz do nas, je?li si? nie podporz?dkujesz, zniszczymy ci?. Kap?an albo bóstwo, któremu si? podporz?dkowa?em, mia? pe?ne prawo do dzia?ania we mnie. To on dyktowa? prawa. Gdy prawo si? zmieni, on powie, co mam robi?. Mo?e powiedzie? tak, a nast?pnym razem co? zupe?nie innego. Co? ca?kowicie sprzecznego z wcze?niejsz? opini? lub nakazem.
Gdy wchodzi?em w grup?, nie zdawa?em sobie sprawy, w jak niebezpieczn? spraw? si? anga?uje. Niebezpiecze?stwo polega?o na manipulacji ?wiadomo?ci?. Pewne rzeczy wchodz? tak g??boko w pod?wiadomo??, obezw?adniaj? do tego stopnia, ?e cz?owiek przestaje panowa? nad sob?, nad swoim ?yciem, osobowo?ci?. Co? obcego zaczyna dyktowa? warunki jak ?y? i co mówi?. W ten sposób mistrz zacz?? zmusza? mnie do post?powania wed?ug jego woli, a nie mojej. Duchowo?? buddyjska nie daje wolno?ci woli. By?em jak zahipnotyzowany, on panowa? nad moja ?wiadomo?ci?, systemem warto?ci. Zacz??em w?tpi?, czy rzeczy, które zawsze uwa?a?em za z?e, faktycznie s? z?e. Moja psychika zacz??a si? zmienia?, by?em manipulowany przez osobowo?? silniejsz? od mojej, która d??y?a do zapanowania nade mn?.
Manipulacj? by?o nawet ?piewanie mantry. Nieprawd? jest to, co mówili mi na pocz?tku, ?e mantra to tylko jakie? tam d?wi?ki. Mantra oznacza, ?e ja oddaje tobie - czyli bogu, którego imi? ?piewam - pok?on i czcz? ciebie. Powtarzaj?c to, zaprasza si? go do siebie, do swojego ?ycia, a on przychodzi. Teraz, po latach, staram si? zapomnie? wszystkie mantry, które kiedy? ?piewa?em.
W buddyzmie istnieje ca?a grupa demonów, najwa?niejszym z nich jest Mahakala, który jest jakby g?ównodowodz?cym demonów, do niego codziennie odprawia si? mod?y, aby by? na pos?ugi mistrzów. Jego zadaniem jest chroni? nauk? i mistrzów; s? te? demony, które maj? odcina? cz?owieka od pewnych rzeczy, do których jest przywi?zany. Demony s? jakby ochraniarzami bóstw. Znam dziewczyn?, która wysz?a z sekty, ale po jej opuszczeniu mia?a tak? tendencje do z?a, ?e uczestniczy?a w czarnych mszach, ?e do tej pory stosuje czarn? magie, ma na g?owie wytatuowane trzy szóstki; demonizm wyniesiony z sekty tkwi w niej. Gdy j? obrazi?em którego? wieczoru, bo mia?em ju? do?? tego wszystkiego, co ona robi?a, nagle nie mog?em przespa? nocy, zacz??y si? takie rzeczy ze mn? dzia?, ?e nie mog?em zasn??. Jak Lama, który daje cz?owiekowi schronienie, pobiera jego w?osy potrzebne do rytua?u, do magii, która dobru nie s?u?y, tak ona zrobi?a co? podobnego, a wynios?a to z sekty. Magia jest broni? bardziej niebezpieczn? ni? si? nam wydaje.
W sekcie przera?aj?c? by?a ci?g?a kontrola. Kiedy? odebra?em telefon; dzwoni jeden ze wspó?wyznawców, i pyta: czemu ty nie medytujesz? Nagle zrozumia?em, ?e to jest tak, jakbym si? pod??czy? do kontaktu, którym p?ynie obca duchowo??. Zosta?em pod??czony i jestem jednym z nich, a oni doskonale wiedz?, co robi?, ja te? wiedzia?em, co robi? inni. Doskonale wiedzia?em, co my?l?, wiedzia?em, od kogo jest telefon, list, kto na mnie czeka w domu. Czu?em si? jak ma?pa w cyrku. Zgubi?em gdzie? rado?? i mi?o??, któr? mia?em. Do tej pory jest mi ci??ko, cho? one wracaj?.
Jeszcze przed inicjacj? prze?ladowa?o mnie pytanie, czy droga, któr? id?, doprowadzi mnie do Boga. Pyta?em o to wielu mistrzów, ?aden mi nie odpowiedzia?. Widzieli, ?e na szyi zawieszony mam krzy?yk, wyczuwali, ?e jestem w stanie ?aski, ?e nie rezygnuje z Chrystusa. A? w ko?cu spotka?em mistrza, który powiedzia?: tak, buddyzm i chrze?cija?stwo nie wykluczaj? si?. Id? obiema drogami. Zaufa?em mu. Wiedzia? o tym, po?o?y? mi d?onie na g?owie i wtedy zacz??y dzia? si? dziwne rzeczy. Po wyj?ciu z jego pokoju zerwa?em krzy?yk, nie mog?em si? modli?, zupe?nie straci?em kontakt z Bogiem. Wpad?em w pu?apk?. Zosta?em oszukany po to, aby mnie od??czy? od Chrystusa. Nie mo?na i?? obiema drogami. Wszystko nagle sta?o si? jasne, ale z drugiej strony co? mi mówi?o, ?e jest za pó?no, jeste? ju? mój, musisz wykonywa? moj? wol?. O nie, my?l? sobie, tego jest ju? za du?o, i tej czarnej magii, i zakl??, podst?pów, oszustw i k?amstw. Mia?em do??. Wiedzia?em ju?, ?e to nie pochodzi od Boga, nie pochodzi od Dobra, chcia?em z tym zerwa?. Wzi??em Pismo ?wi?te, zacz??em czyta? Ewangelie i zasn??em. Nagle, otwar?y si? drzwi do pokoju. Obudzi?em si?, czuj?c potworny l?k przed czym?, co by?o w ?rodku, a czego nie widzia?em. Co?, co wesz?o przez te otwarte drzwi. Potem zapad?em w sen. Koszmarny sen. Czu?em, ?e dzieje si? co? niedobrego, ?e b?dzie bardzo ?le. Mia?em uczucie utraty wszystkiego i równocze?nie ch?? uwolnienia si?. Im wi?cej si? modli?em, tym gorsze noce prze?ywa?em, obsesje, leki, my?li samobójcze. Najgorsza by?a ?wiadomo?? oddzielenia od Boga. Nagle poczu?em si? sam. To by?o najgorsze, co w swoim ?yciu prze?y?em Wszystko bym wytrzyma?, ale nie mog?em ?cierpie? oddzielenia od Chrystusa. Ten stan trwa? miesi?cami. Modli?em si?, a jaki? g?os mówi?: spokojnie, sko?cz z tym, a wszystko minie. Czu?em si? tak, jakbym by? przez nich prze?ladowany
Pewnej nocy ?ni? mi si? jeden z mistrzów. Sta? przede mn?, w r?ce mia?em krzy?, a on pyta?: czy mo?esz to odrzuci?? Nie potrafi?em. Obudzi?em i pomy?la?em: racja, przecie? nie zrobi?bym tego. Proces uwolnienia si? trwa? bardzo d?ugo
Teraz wiem, jak bardzo Chrystusowi na mnie zale?a?o, skoro mimo tego, ?e go odrzuci?em, otwar?em si? na ca?kowicie inna duchowo??, nie maj?c? z Chrystusem nic wspólnego, on stale upomina? si? o mnie i nie przestawa? mnie kocha?. To On pokaza? mi, do czego prowadzi sekta i równocze?nie pokaza?, kim jest On - Chrystus, który mnie z tego wyci?gn??. Zawsze, gdy o nim my?l?, odczuwam ogromn? rado?? i mi?o??. Mi?o??, która jest nie do porównania z ??dn? inna forma mi?o?ci. Kocha?em kiedy? kobiet?. By?em zakochany po uszy, wiem, jak wspaniale i pi?kne to by?o uczucie móc kogo? kocha?. Jednak to, co daje Bóg, jest o wiele, wiele wi?ksze, pi?kniejsze, mocniejsze...
Romek
|
Teksty zaczerpni?to ze strony OPOKA - oficjalnego serwisu Ko?cio?a Katolickiego w Polsce. |




