|
W obronie szczęścia
Matthieu Ricard
ISBN: 83-60207-05-4 |
| Książka objęta patronatem medialnym "Cyber Sanghi". |
Czy szczęście jest celem życia?
(fragment książki "W obronie szczęścia")
Bezustannie należy zabiegać o to, co nam może przysporzyć szczęścia; kto bowiem posiadł szczęście, ma wszystko, co w ogóle mieć można, kogo zaś szczęście ominęło, ten robi wszystko, by je zdobyć.
Nie można żyć przyjemnie, jeśli się nie żyje mądrze, uczciwie i sprawiedliwie, ani nie można żyć mądrze, uczciwie i sprawiedliwie, jeśli się nie żyje przyjemnie.
- Epikur -
Któż z nas pragnie cierpieć? Kto budzi siÄ™ rano z życzeniem: “Obym przez caÅ‚y dzieÅ„ czuÅ‚ siÄ™ źle!”? Åšwiadomie bÄ…dź nie, w bardziej lub mniej zrÄ™czny sposób, wszyscy dążymy do tego, żeby byÅ‚o nam lepiej, czy to dziÄ™ki pracy, czy bezczynnoÅ›ci, dziÄ™ki namiÄ™tnoÅ›ci lub spokojowi, dziÄ™ki przygodzie lub poprzez codziennÄ… spokojnÄ… egzystencjÄ™.
Każdego dnia podejmujemy niezliczone zajÄ™cia, żeby żyć intensywnie, zdobywać przyjaciół, zakochiwać siÄ™, poszukiwać, odkrywać, tworzyć, budować, bogacić siÄ™, chronić tych, którzy sÄ… drodzy naszemu sercu i bronić siÄ™ przed tymi, którzy nam szkodzÄ…. PoÅ›wiÄ™camy czas i energiÄ™ tym zajÄ™ciom wypeÅ‚nieni pragnieniem czerpania z nich zadowolenia, pragnieniem “poprawy bytu” naszego lub innych. Dążenie ku czemuÅ› przeciwnemu byÅ‚oby absurdem.
Jakikolwiek sposób wybierzemy, by znaleźć szczęście, czy nazwiemy je radoÅ›ciÄ… życia, zaspokajaniem potrzeb i namiÄ™tnoÅ›ci, pasjÄ… czy zadowoleniem, to czyż wÅ‚aÅ›nie szczęście nie jest ostatecznym celem wszystkich naszych staraÅ„? Takie byÅ‚o zdanie Arystotelesa, wedÅ‚ug którego “bezwzglÄ™dnie wiÄ™c ostateczne jest to, do czego siÄ™ dąży zawsze dla niego samego, a nigdy dla czegoÅ› innego”. Każda osoba, która mówi, że pragnie czegoÅ› innego, tak naprawdÄ™ szuka szczęścia, choć nie okreÅ›la tego tym sÅ‚owem.
Tym, którzy go pytali, czy jest szczęśliwy, Xavier Emmanuelli, twórca Samu Social [* Samu Social to nazwa miÄ™dzynarodowej organizacji zajmujÄ…cej siÄ™ udzielaniem pomocy socjalnej mieszkaÅ„com wielkich miast - przyp. tÅ‚um.] odpowiadaÅ‚: “Tego nie ma w programie! W programie mam dziaÅ‚anie! Mam plany do opracowania, do przeprowadzenia i zrealizowania. Liczy siÄ™ to, co ma jakiÅ› sens. (...) Szczęście - to jest sens i MiÅ‚ość.” Czyli, chociaż szczęścia nie ma w programie, to jego kwestia i tak siÄ™ w koÅ„cu pojawia!
Podobnie mój przyjaciel Steven Koslyn, naukowiec, który na uniwersytecie Harvarda zajmuje siÄ™ badaniem procesów odpowiedzialnych za tworzenie mentalnych obrazów, mówiÅ‚ mi, że kiedy budzi siÄ™ rano, pierwsze, co przychodzi mu do gÅ‚owy, to nie pragnienie szczęścia, lecz poczucie obowiÄ…zku, zmysÅ‚ odpowiedzialnoÅ›ci za rodzinÄ™, za grupÄ™ współpracowników i za pracÄ™. Szczęście, jak twierdzi, nie należy do jego pola zainteresowaÅ„. Jednakże jeÅ›li siÄ™ nad tym zastanowić, to z satysfakcji spowodowanej wypeÅ‚nieniem tego, co uznajemy za godne naszych staraÅ„, a co wymaga dÅ‚ugotrwaÅ‚ego wysiÅ‚ku i pokonania wielu trudnoÅ›ci, rodzi siÄ™ poczucie zgodnoÅ›ci z samym sobÄ…, w którym znajdujÄ… siÄ™ bez wÄ…tpienia pewne aspekty prawdziwego szczęścia, sukkha. WypeÅ‚niajÄ…c swój “obowiÄ…zek”, a nawet uważajÄ…c, że “cierpienie oraz trudnoÅ›ci ksztaÅ‚tujÄ… charakter”, czÅ‚owiek z pewnoÅ›ciÄ… nie dąży do nieszczęścia ani swojego, ani innych ludzi.
Chodzi tu raczej o zachowanie zmysÅ‚u odpowiedzialnoÅ›ci a nie o paraliżujÄ…ce poczucie obowiÄ…zku, które ogranicza wewnÄ™trznÄ… wolność i wynika z przymusu, z wymogów stawianych przez bliskich i przez spoÅ‚eczeÅ„stwo: trzeba zrobić “to czy tamto”, trzeba być doskonaÅ‚ym, żeby inni nas pokochali i zaakceptowali. “ObowiÄ…zek” ma sens tylko wtedy, gdy wynika z wyboru i jest źródÅ‚em wiÄ™kszego dobra.
Dramat polega na tym, że czÄ™sto mylimy siÄ™ co do sposobów na osiÄ…gniÄ™cie tego dobra. Niewiedza zwodzi nas w naszym dążeniu do dobrobytu. Jak to wyjaÅ›nia tybetaÅ„ski mistrz Czogiam Trungpa: “Kiedy mówiÄ™ o ignorancji, wcale nie mam na myÅ›li gÅ‚upoty. W pewnym sensie niewiedza jest bardzo inteligentna, jednak inteligencja ta dziaÅ‚a na zasadzie ruchu zwrotnego. Oznacza to, że w peÅ‚ni reagujemy jedynie na wÅ‚asne projekcje, zamiast zwyczajnie widzieć to, co jest.”
W takim znaczeniu, w jakim pojmuje jÄ… buddyzm, niewiedza jest wiÄ™c nieznajomoÅ›ciÄ… prawdziwej natury rzeczy oraz prawa przyczyny i skutku, które rzÄ…dzi szczęściem i cierpieniem. Wszak zwolennicy czystek etnicznych dążą w swoim mniemaniu do zbudowania lepszego Å›wiata, a niektórzy ludzie wydajÄ… siÄ™ być głęboko przekonani o zasadnoÅ›ci ich poczynaÅ„. Jakkolwiek jest to paradoksalne i niezdrowe, jednostki, które dążą do zaspokojenia swoich egoistycznych pobudek, siejÄ…c wokół siebie Å›mierć i spustoszenie, oczekujÄ… że ich czyny zostanÄ… usprawiedliwione przez zamierzone cele w myÅ›l zasady “cel uÅ›wiÄ™ca Å›rodki”. Jednak nieżyczliwość, zaÅ›lepienie, pogarda i arogancja nie sÄ… w żadnym wypadku sposobem na osiÄ…gniÄ™cie szczęścia; popychajÄ… nas one w zupeÅ‚nie innym kierunku, chociaż tak naprawdÄ™ niegodziwiec, szaleniec, czÅ‚owiek dumny i zarozumiaÅ‚y też przecież próbujÄ… dążyć do szczęścia na swój sposób. To samo można powiedzieć o samobójcy, który desperacko usiÅ‚uje osiÄ…gnąć szczęście poprzez przerwanie udrÄ™ki i cierpienia, którego nie jest w stanie dÅ‚użej znieść.
Od analizy do kontemplacji
Jak można rozpuścić tę fundamentalną niewiedzę? Jedynym sposobem jest szczera i przenikliwa introspekcja. Można ją przeprowadzić za pomocą dwóch metod: analitycznej i kontemplacyjnej. Analiza polega na uczciwej ocenie przyczyn naszego cierpienia, jak też cierpienia, które wyrządzamy innym, oraz na rozważeniu sposobów przeciwdziałania mu. Oznacza to zrozumienie tego, jakie myśli, słowa i czyny w nieunikniony sposób prowadzą do cierpienia, a jakie mu zapobiegają. Oczywiście podstawowym warunkiem takiego postępowania jest świadomość, że coś rzeczywiście szwankuje w naszym sposobie bycia, w naszym zachowaniu. Kolejnym krokiem jest szczere pragnienie zmiany tej sytuacji.
Postawa kontemplacyjna jest bardziej subiektywna. Polega ona na chwilowym zaniechaniu zwykÅ‚ej gonitwy myÅ›li po to, żeby spokojnie przyjrzeć siÄ™ samemu sobie, tak jakby siÄ™ podziwiaÅ‚o krajobraz. Pomaga nam to odkryć nasze najgłębsze pragnienia. Dla niektórych może to być intensywne życie każdÄ… chwilÄ…, smakowanie tysiÄ…ca i jednego smaku przyjemnoÅ›ci. Może to być też realizacja pewnych okreÅ›lonych celów: życie rodzinne, wysoka pozycja spoÅ‚eczna, rozrywki, czy też skromne życie bez wiÄ™kszych zmartwieÅ„. Jednak dążenia te oznaczajÄ… tylko pewne czÄ…stkowe cele. JeÅ›li jeszcze głębiej wnikniemy w głąb siebie, czyż nie dojdziemy do stwierdzenia, że pierwotnym pragnieniem, które podtrzymuje wszystkie pozostaÅ‚e, jest pragnienie osiÄ…gniÄ™cia satysfakcji tak potężnej, by podsycaÅ‚a naszÄ… radość życia? Wyraża siÄ™ ono poprzez życzenie: “Oby każda chwila życia mojego i innych byÅ‚a chwilÄ… radoÅ›ci i wewnÄ™trznego spokoju!”
Polubić cierpienie?
Niektórzy ludzie twierdzÄ…, że czasem musimy siÄ™ poczuć źle, że trzeba mieć “zÅ‚e dni”, ponieważ inaczej nie byÅ‚oby siÄ™ w stanie docenić wartoÅ›ci chwil peÅ‚nych szczęścia i nie można by siÄ™ byÅ‚o “cieszyć urokami kontrastu”. Jednak czy naprawdÄ™ szczerzy sÄ… ci, którzy twierdzÄ…, że nuży ich dÅ‚ugotrwaÅ‚e szczęście? Jakie szczęście majÄ… oni na myÅ›li? EuforiÄ™, która przeradza siÄ™ w nudÄ™, przyjemnoÅ›ci, które sÅ‚abnÄ…, radoÅ›ci, które blaknÄ…? “Za bardzo kocham życie, by chcieć być tylko szczęśliwym” - pisaÅ‚ Pascal Bruckner. PodobnÄ… wymowÄ™ miaÅ‚y sÅ‚owa pewnego nastolatka z Paryża, który powiedziaÅ‚ mi kiedyÅ›: “To tak jak z braniem narkotyków: jeÅ›li pomiÄ™dzy dwiema dziaÅ‚kami nie jest siÄ™ choć trochÄ™ przygnÄ™bionym, to nie docenia siÄ™ zbytnio różnicy pomiÄ™dzy tymi dwoma stanami. Dla kilku chwil euforii jestem w stanie zaakceptować naprawdÄ™ trudne doÅ›wiadczenia. Skoro nie mogÄ™ wyjść poza moje cierpienie, wolÄ™ je polubić. Idea budowania wewnÄ™trznego szczęścia odpycha mnie, ponieważ taka praca trwaÅ‚aby zbyt dÅ‚ugo i byÅ‚aby zbyt trudna. TrwaÅ‚aby latami, a to nie jest szczególnie zachÄ™cajÄ…ce. Å»ycie jest ciężkie, a ja nie jestem Jezusem. WolÄ™ przeżyć natychmiastowe szczęście, nawet jeÅ›li nie jest prawdziwe i nawet jeÅ›li, z powodu powtarzalnoÅ›ci, nie jest już tak Å›wieże jak z poczÄ…tku.” Oto dlaczego przyznaje siÄ™ wyższość chwilowym uczuciom i przyjemnoÅ›ciom, a odrzuca w dziedzinÄ™ utopii poszukiwanie głębokiego i trwaÅ‚ego spokoju. Jednak jeÅ›li te chwile “nijakoÅ›ci” i nieszczęścia pozwalajÄ… bardziej docenić “blask” egzystencji, to wynika z tego, że nigdy nie szukamy ich dla nich samych, lecz jedynie dla podkreÅ›lenia kontrastu, w nadziei na zmianÄ™, której pozwalajÄ… nam oczekiwać.
Ta ambiwalentna postawa wobec cierpienia odzwierciedla również staÅ‚y wpÅ‚yw poczucia winy zwiÄ…zanego w cywilizacji judeo-chrzeÅ›cijaÅ„skiej z pojÄ™ciem grzechu pierworodnego. JeÅ›li Bóg, który nas kocha, chce nas doÅ›wiadczyć poprzez cierpienie, sam również musi to cierpienie kochać. Można pójść jeszcze dalej w tym rozumowaniu: wedÅ‚ug pisarza Dominique’a Nogueza nieszczęście jest bardziej interesujÄ…ce od szczęścia, ponieważ “posiada pewien blask, uwodzicielskÄ…, szataÅ„skÄ… intensywność. Posiada nadzwyczajnÄ… zaletÄ™ (...) - nie jest swym wÅ‚asnym celem, pozostawia zawsze coÅ›, do czego można dążyć (czyli wÅ‚aÅ›nie szczęście).” Zaliczmy wiÄ™c jeszcze jeden dół psychiczny! Pocierpmy trochÄ™, zanim pozwolimy sobie na szczęście! Taka dewiza może siÄ™ kojarzyć tylko z czÅ‚owiekiem niespeÅ‚na rozumu, który wali siÄ™ po gÅ‚owie mÅ‚otkiem, żeby w koÅ„cu doznać ulgi, kiedy przestanie. Można doceniać przeciwieÅ„stwa, ponieważ nadajÄ… one życiu blasku i kolorów, ale kto chciaÅ‚by zamienić chwile peÅ‚ni na chwile smutku?
Bardziej pomysÅ‚owym, powiedziaÅ‚bym, że wrÄ™cz mÄ…drym, wydaje siÄ™ spożytkowanie cierpienia jako czynnika transformujÄ…cego, dziÄ™ki czemu Å‚atwiej byÅ‚oby siÄ™ nam otworzyć na tych, którzy cierpiÄ… tak jak my albo nawet bardziej, i obdarować ich współczuciem. W ten sposób wÅ‚aÅ›nie powinno siÄ™ rozumieć SenekÄ™, który mówi: “Cierpienie wyrzÄ…dza zÅ‚o, ale zÅ‚em nie jest.” Nie jest zÅ‚em, jeÅ›li, nie mogÄ…c go uniknąć, wykorzystujemy je, by siÄ™ czegoÅ› nauczyć i zmienić siÄ™, caÅ‚y czas pamiÄ™tajÄ…c o tym, że samo w sobie cierpienie nie jest niczym dobrym.
Jak twierdziÅ‚ Å›wiÄ™ty Augustyn, pragnienie szczęścia jest esencjonalne dla czÅ‚owieka; jest motorem wszystkich jego dziaÅ‚aÅ„. Faktem, który uznajemy za najbardziej doniosÅ‚y, za nadajÄ…cy najwiÄ™cej blasku życiu, za najbardziej oczywisty, z którym siÄ™ najbardziej zgadzamy, jest nie tylko to, że wszyscy chcemy być szczęśliwi, ale również to, że jest to jedyna rzecz, jakiej naprawdÄ™ chcemy. WÅ‚aÅ›nie do tego zmusza nas nasza natura. To pragnienie inspiruje wszystkie nasze dziaÅ‚ania, sÅ‚owa i myÅ›li w tak naturalny sposób, że nawet tego nie dostrzegamy, podobnie jak nie zwracamy uwagi na powietrze, którym oddychamy. Jest to wynik nadawania temu faktowi znamion oczywistoÅ›ci, a nawet banalizowania go, pisze André Comte-Sponville, “ponieważ szczęście, z definicji, interesuje wszystkich”. NiezupeÅ‚nie wszystkich, jak siÄ™ okazuje, ponieważ Pascal Bruckner pisze na przykÅ‚ad: “nie jest prawdÄ…, że wszyscy poszukujemy szczęścia, historycznie datowanej zachodniej wartoÅ›ci. SÄ… też inne, takie jak wolność, sprawiedliwość, miÅ‚ość, przyjaźń, które mogÄ… jÄ… przewyższać.” Tak jak pan Jourdain mówiÅ‚ caÅ‚e życie prozÄ…, nawet o tym nie wiedzÄ…c [*Pan Jourdain jest bohaterem komedii Szekspira Mieszczanin szlachcicem. Zafascynowany życiem arystokracji wynajÄ…Å‚ nauczycieli, którzy mieli wpoić mu wielkopaÅ„skie maniery. Od nich dowiedziaÅ‚ siÄ™ wÅ‚aÅ›nie, że przez caÅ‚e życie mówiÅ‚ prozÄ…. - przyp. tÅ‚um.], ten, kto wierzy w te wartoÅ›ci, nawet nie uÅ›wiadamia sobie, że stanowiÄ… one tylko różne aspekty szczęścia i różne sposoby jego osiÄ…gniÄ™cia. Kiedy szczęście wpada w strefÄ™ anonimowoÅ›ci, zatraca siÄ™ w tÅ‚umie swych sobowtórów - przyjemnoÅ›ci, rozrywek, uniesieÅ„, rozkoszy oraz innych efemerycznych miraży. Każdy ma prawo szukać szczęścia pod innÄ… nazwÄ…, ale nie wystarczy wysyÅ‚ać strzaÅ‚y na “chybiÅ‚-trafiÅ‚”. Niektóre dosiÄ™gnÄ… być może celu, choć nie bÄ™dziemy za bardzo wiedzieć, dlaczego tak siÄ™ staÅ‚o, lecz wiÄ™kszość z nich przepadnie, pozostawiajÄ…c nas w mÄ™czÄ…cym poczuciu zagubienia.
“Mieć wszystko, co potrzebne do szczęścia”?
Przekonanie, że szczęście oznacza materializacjÄ™ wszystkich zachcianek i marzeÅ„, a zwÅ‚aszcza pojmowanie szczęścia w egocentryczny sposób, jest pomyleniem sÅ‚usznych dążeÅ„ do poczucia peÅ‚ni z utopiÄ…, która zawsze prowadzi do frustracji. TwierdzÄ…c, że szczęściem jest zaspokajanie wszystkich “swych potrzeb i skÅ‚onnoÅ›ci” w caÅ‚ej ich “różnorodnoÅ›ci”, ich “intensywnoÅ›ci” i “trwaÅ‚oÅ›ci”, Kant przesuwa je w sferÄ™ nieosiÄ…galnoÅ›ci. Kiedy sÅ‚yszymy, że szczęście jest stanem istoty, której wszystko w trakcie jej życia przydarza siÄ™ zgodnie z jej życzeniami i wolÄ…, zadajemy sobie pytanie, jakim cudem wszystko może “przydarzać siÄ™” zgodnie z naszymi życzeniami czy naszÄ… wolÄ…. Twierdzenie takie przypomina mi sÅ‚ynnÄ… wymianÄ™ zdaÅ„ z filmu o gangsterach:
“- ChcÄ™ tego, co mi siÄ™ należy.
- A co to jest?
- Åšwiat, Chico, i wszystko, co na nim jest...”
Możemy tu dostrzec Å›lepÄ… wolÄ™ ego, które chciaÅ‚oby, żeby Å›wiat odpowiadaÅ‚ jego pragnieniom. Nawet gdyby, co byÅ‚oby ideaÅ‚em, zaspokajanie wszystkich naszych popÄ™dów byÅ‚o możliwe, nie prowadziÅ‚oby to do szczęścia, lecz do powstania nowych pragnieÅ„ albo do zobojÄ™tnienia, do znudzenia lub depresji. Dlaczego do depresji? Otóż jeÅ›li wyobrażamy sobie, że zaspokojenie naszych popÄ™dów uczyni nas szczęśliwymi, a jednak, pomimo speÅ‚nienia zachcianek, nie jesteÅ›my szczęśliwi, zaczynamy wÄ…tpić w ogóle w istnienie szczęścia. JeÅ›li “mam wszystko, co potrzebne do szczęścia”, ale nie jestem szczęśliwy, to najprawdopodobniej szczęście jest niemożliwe. Jest to dobra ilustracja tego, do jakiego stopnia możemy mieć błędne pojÄ™cie o przyczynach szczęścia. W rzeczywistoÅ›ci jeÅ›li brak nam wewnÄ™trznego spokoju i mÄ…droÅ›ci, nie mamy niczego, co potrzebne jest do szczęścia. Å»yjÄ…c pomiÄ™dzy nadziejÄ… i zwÄ…tpieniem, ekscytacjÄ… i znudzeniem, pragnieniami i znużeniem, Å‚atwo roztrwonić życie, kawaÅ‚ek po kawaÅ‚ku, nawet tego nie dostrzegajÄ…c; biec we wszystkich kierunkach i ostatecznie nigdzie nie dotrzeć. Szczęście jest stanem wewnÄ™trznego urzeczywistnienia, a nie speÅ‚nieniem ograniczonych pragnieÅ„ skierowanych na zewnÄ…trz.
Słońce za chmurami
OsiÄ…gajÄ…c autentyczne szczęście - sukkha - odkrywamy, czy też budzimy, potencjaÅ‚, który wszyscy nosimy caÅ‚y czas w sobie. Buddyzm nazywa go “naturÄ… buddy”; jest on obecny w każdej istocie. To, co jawi siÄ™ nam jako rozwój duchowy, jako proces polegajÄ…cy na budowaniu, jest tak naprawdÄ™ stopniowym eliminowaniem tego wszystkiego, co maskuje nasz potencjaÅ‚ i przeszkadza naturalnemu promieniowaniu mÄ…droÅ›ci i radoÅ›ci życia. Blask sÅ‚oÅ„ca nigdy nie ciemnieje z powodu chmur, które tylko skrywajÄ… go przed naszymi oczami. Eliminacja, o której mowa, polega wiÄ™c na uwolnieniu umysÅ‚u ze wszystkich mentalnych trucizn, które go zatruwajÄ… - gniewu, chciwoÅ›ci i pomieszania.
Droga do naszego szczęścia wiedzie przez szczęście innych
Szczęście tylko dla nas samych? Czy byÅ‚oby ono możliwe, gdybyÅ›my ignorowali szczęście innych, albo - co byÅ‚oby znacznie gorsze - gdybyÅ›my próbowali je osiÄ…gnąć za pomocÄ… cudzego nieszczęścia? “Szczęście” zdobyte w egoistyczny sposób może być tylko sztuczne, efemeryczne i kruche jak zamek zbudowany na zamarzniÄ™tym jeziorze, który zawali siÄ™, gdy tylko nadejdÄ… wiosenne roztopy. PomiÄ™dzy niezrÄ™cznymi, Å›lepymi czy nawet skrajnie zÅ‚ymi metodami, które stosujemy, by osiÄ…gnąć szczęście, jednÄ… z najbardziej jaÅ‚owych jest egocentryzm. “Kiedy egoistyczne szczęście staje jedynym celem życia, to życie jest wÅ‚aÅ›ciwie pozbawione celu” - pisaÅ‚ Romain Rolland. Nawet jeÅ›li afiszujemy siÄ™ z wszelkimi oznakami szczęścia, nie możemy być naprawdÄ™ szczęśliwi, nie interesujÄ…c siÄ™ szczęściem innych.
Szantidewa, indyjski filozof buddyjski z VII wieku, pytaÅ‚: “Skoro wszyscy jesteÅ›my równi w naszej potrzebie bycia szczęśliwymi, z jakiej racji miaÅ‚bym poszukiwać szczęścia wyłącznie dla siebie?” Ja jestem jeden, innych jest wielu. Jednak w moich oczach liczÄ™ siÄ™ bardziej niż inni. Oto jest dziwaczna arytmetyka niewiedzy. Jak mogÄ™ być szczęśliwy, skoro wszyscy, którzy mnie otaczajÄ…, cierpiÄ…? A jeÅ›li inni sÄ… szczęśliwi, to czy moje wÅ‚asne problemy nie wydajÄ… mi siÄ™ lżejsze? Szantidewa podsumowuje: “CiaÅ‚o, pomimo wielu czÅ‚onków, jest traktowane jako jeden byt: podobnie powinno być na tym Å›wiecie, gdzie różne istoty, czy to cierpiÄ…ce, czy radosne, dzielÄ… wraz ze mnÄ… pragnienie bycia szczęśliwymi.” Nie znaczy to wcale, że powinniÅ›my lekceważyć wÅ‚asne szczęście. Nasze dążenie do niego jest równie uprawnione jak dążenia innych, a żeby kochać innych, trzeba umieć kochać siebie. Nie powinno to zależeć od koloru oczu, od sylwetki czy cech osobowoÅ›ci, lecz od Å›wiadomoÅ›ci, że wszyscy dążą do tego, by każdÄ… chwilÄ™ przeżywać jako chwilÄ™ peÅ‚ni. Kochać siebie to kochać życie. Bardzo istotne jest zrozumienie faktu, że dajÄ…c innym szczęście, dajemy je sobie: kiedy siejemy zboże, naszym celem jest otrzymanie plonu i bez szczególnych zabiegów zbieramy zarazem sÅ‚omÄ™ oraz ziarno.
Podsumowując, celem życia jest właśnie poczucie pełni, któremu towarzyszy miłość do każdej istoty, a nie ograniczona, jednostkowa miłość wpajana nam ciągle przez społeczeństwo. Prawdziwe szczęście pochodzi z esencjonalnego dobra, z głębokiego pragnienia, by każdy znalazł sens swego życia. Ta miłość jest zawsze dostępna, pozbawiona wyrachowania i ostentacji. Jest to niezmienna prostota dobrego serca.
|
Tłumaczyła Dorota Bury. |




