|
O tym jak Indie marnuj? swój najlepszy towar eksportowy: Budd? Dzongsar Khjentse Rinpocze |

|
|
Indie i Nepal da?y ?wiatu najlepszy z mo?liwych prezentów – Budd?. Jednak ?aden z tych krajów nie docenia swego niezwyk?ego dziedzictwa, ani szczególnie si? nim nie szczyci. W ojczy?nie Buddy jego nauki zosta?y zmarginalizowane, m?dro?? pozostaje niedoceniona a spu?cizna niedostrzegana przez spo?ecze?stwo.
To perwersyjne zaniedbanie drogocennego spadku jest nieocenion? strat?. Jakby nie by?o, niewiele produktów z tego regionu zdoby?o tyle uznania i szacunku, dotar?o tak daleko, czy odnios?o taki sukces jak nauki Buddy.
Tak – joga, curry, ry? basmanti czy Bollywood te? maj? globalny zasi?g. Jednak?e buddyzm przemieni? ca?e spo?ecze?stwa w Chinach, Tajlandii, Birmie, Wietnamie, Japonii i tak dalej, a dzi? nadal wywiera g??boki wp?yw na Zachód i ci?gle porusza serca i umys?y milionów ludzi na ca?ym ?wiecie.
Niestety ?ywe zainteresowanie ca?ego ?wiata znajduje mizerne odbicie w kraju narodzin i o?wiecenia samego Buddy. To niewyobra?alne, ?e ani w?adze ani znakomita wi?kszo?? Hindusów czy Nepalczyków nie kultywuje dzi? przyk?adu Buddy, nie nosi go w sercu jako jednego ze swoich idea?ów.
Brak zainteresowania buddyjsk? spu?cizn? jest zarówno b??dem rz?dz?cych, jak i endemiczn? ?lepot? spo?eczn?. W Nepalu zainteresowanie buddyzmem o?ywa jedynie wtedy, gdy kto? powie, ?e Budda urodzi? si? w Indiach – wtedy Nepalczycy gorliwe przypomn?, ?e miejsce narodzin Buddy le?y w ich kraju – nawet je?li 2500 lat temu nie by?o niczego takiego jak Nepal czy Indie.
W Indiach ?lepota ta zaczyna si? od wykszta?conej elity, która nie zna, nie docenia i nie zachowuje swej buddyjskiej spu?cizny, a ko?czy na ulicznych sprzedawczykach ?yj?cych ze sprzeda?y podobizn Buddy i koralików z drzewa bodhi, czy mnichach-przebiera?cach i szarlatanach naci?gaj?cych naiwnych buddyjskich turystów.
Brak szacunku dla buddyzmu jest wszechobecny; na przyk?ad w ksi?garni na lotnisku w Waranasi – bramie, któr? przekraczaj? niezliczeni pielgrzymi pragn?cy odwiedzi? miejsce pierwszych nauk Buddy – nie ma ani jednej ksi??ki o buddyzmie, jest za to bogata kolekcja pozycji o hinduizmie i Indiach.
Wida? go nawet w naj?wi?tszym miejscu buddyzmu, ?wi?tyni Mahabodhi w Bodhgaji zbudowanej w miejscu, w którym Budda osi?gn?? o?wiecenie, jednak zarz?dzanej g?ównie przez hindusów – to tak jakby Watykanem czy Kaab? w Mekce zarz?dzali buddy?ci, lub te? synagog? administrowali protestanci.
Indyjski sekularyzm i poprawno?? polityczna
Nie?atwo jest wyja?ni? to celowe zaniedbanie. W pewnym stopniu kiepska sytuacja buddyzmu w Indiach mo?e by? spadkiem d?ugiej kolonialnej historii tego kraju, który najwyra?niej hurtowo wymieni? swe g??bokie dziedzictwo duchowe na ?wieckie warto?ci.
Za niedawny przyk?ad mo?e pos?u?y? tu rzekoma odbudowa Nalandy, najstarszego i najwi?kszego na ?wiecie uniwersytetu buddyjskiego, 650 lat starszego od Oxfordu. Pierwszy dyrektor projektu Amartya Sen, w imi? zdecydowanego „rozdzia?u nauki o religii od praktyki religi”o?wiadczy?, ?e b?dzie blokowa? wszelkie buddyjskie czy duchowe przedmioty na rzecz ?wieckiego programu nauczania. Prof. Senowi udaje si? nawet pisa? o Nalandzie nie wspominaj?c s?owem o jego buddyjskich korzeniach.
Indie twierdz?, ?e ceni? swój dorobek kulturowy, lecz w praktyce dzia?aj? zgodnie z zachodnimi, materialistycznymi, ?wiatowymi, nie-duchowymi warto?ciami, a nie g??bok? m?dro?ci?, któr? ich w?asne tradycje podarowa?y ?wiatu. Dlatego w Indiach dumnych ze statusu najwi?kszego kraju demokratycznego na ?wiecie Budda jest obcy wi?kszo?ci jego mieszka?ców. W rzeczy samej wykszta?ceni Hindusi wiedz? wi?cej o Marksie i marksizmie, ni? o Buddzie i buddyzmie.
Zachodnia, ?wiecka poprawno?? polityczna widoczna jest nawet na bramie prowadz?cej do ruin Nalandy, gdzie plansze informacyjne s?owem nie wspominaj? o tym, ?e ca?y uniwersytet wraz z ogromn?, bezcenn? bibliotek? zosta?y z powodów religijnych doszcz?tnie zniszczone w 1193 roku przez muzu?manów, poniewa? tamtejsze teksty nie by?y zgodne z Koranem. Rz?d wola? powiedzie? turystom, ?e uniwersytet zniszczy? jaki? pan o imieniu Bakhtiyar Khiliji.
Rozwadnianie prawdy i rozmywanie faktów historycznych w imi? poprawno?ci politycznej nie s?u?y nikomu. Wr?cz przeciwnie, zaprzeczanie rzeczywisto?ci i ukrywanie prawdy s? po?ywk? dla ekstremizmu, nawet w tradycyjnie wyrzekaj?cych si? przemocy kulturach takich jak birma?ska, gdzie buddystom zdarza si? stosowa? przemoc wobec swoich muzu?ma?skich s?siadów.
Wyobra?cie sobie gniew i oskar?enia o antysemityzm, jakie wybuch?yby w Nowym Jorku, gdyby rz?d i naukowcy zacz?li celowo chowa? pod dywan histori? Holokaustu. Albo jak Hindusi zareagowaliby, gdyby w?adze spróbowa?y wymaza? histori? brytyjskiego wyzysku i okrucie?stw w Indiach.
Badacze, dziennikarze, mówcy i eksperci bardziej przyczyni? si? dzi? do pokoju i harmonii je?li powiedz? prawd? o muzu?ma?skim zniszczeniu Nalandy i innych wa?nych dla buddystów miejsc – kiedy? w Indiach, dzi? w Afganistanie – ni? j? zatajaj?c.
Zachodni i indyjscy apologeci islamu twierdz?, ?e promuj? tolerancj?, a inne religie te? przecie? dzia?a?y destrukcyjnie, na przyk?ad chrze?cijanie prowadzili krucjaty. Zwykle te? chwal? buddystów za generalnie nieagresywne reakcje na prowokacje.
Taka rzekoma tolerancja przypomina bardziej przeintelektualizowan? poprawno?? polityczn? ni? prawdziw? tolerancj? i otwarto??. Wyobra?cie sobie artyku? o brutalnym morderstwie, w którym dziennikarz chwali ofiar?, ?e nie odpowiedzia?a przemoc?, by nast?pnie odwróci? uwag? czytelnika przytaczaj?c inne tego typu przest?pstwa.
Dla odmiany opowiedzenie prawdy, gdy podajemy to?samo?? sprawcy, jest niezb?dne do rozwoju prawdziwej mi?o?ci i wspó?czucia, które z buddyjskiej perspektywy s? nieoddzielne od m?dro?ci. Taka szczero?? za?agodzi impuls do zemsty i odwetu, jak i ods?oni prawdziwe bohaterstwo i odwag? wolnej od przemocy reakcji. Tak w?a?nie przecie? indyjscy historycy opisuj? wielko?? i nieustraszone wyrzeczenie si? przemocy Ghandiego – nie tuszuj?, lecz eksponuj? brytyjsk? brutalno?? czasów indyjskiej walki o niezale?no??.
Je?li chodzi jednak o hindusko-muzu?ma?skie zniszczenie buddyzmu w Indiach, Hindusi wybrali niestety jednak bardziej tchórzowsk? opcj? poprawno?ci politycznej. Opcj?, która ugina si? pod presj? przemocy i zastraszenia, nie daj?c ?adnej ochrony ludziom wyrzekaj?cym si? przemocy. Dlatego na lotnisku w Delhi zainstalowano specjalne terminale dla muzu?manów odbywaj?cych pielgrzymk? had?, jednak pró?no szuka? podobnych udogodnie? dla buddystów.
W Indiach licz? si? tylko dwie religie
Sam sekularyzm nie wyt?umaczy jednak dog??bnego zaniedbania indyjskiej spu?cizny buddyjskiej, poniewa? bezustanne hindusko-muzu?ma?skie utarczki wyra?nie pokazuj?, ?e religia nadal odgrywa spor? rol? w tym kraju. Hindusów oburza meczet Gyanvapi w Waransasi zbudowany na miejscu staro?ytnej, hinduskiej ?wi?tyni, zburzyli nawet meczet w Babri w Ayodhanie by zbudowa? tam hindusk? ?wi?tyni?. Muzu?manie w Bengalu i s?siednich Bangladeszu i Pakistanie regularnie napadaj? na hinduskie ?wi?tynie.
Indie nie maj? jednak problemu z odebraniem buddystom kontroli nad ich naj?wi?tszym miejscem, ca?kowicie zapominaj?c, ?e Bodhgaja jest dla buddystów tym, czym Mekka dla muzu?manów. By? mo?e wi?c nie chodzi tu wy??cznie o sekularyzm, lecz gdy sytuacja robi si? napi?ta, jedynymi religiami które maj? co? do powiedzenia s? te fanatyczne i agresywne, bez wzgl?du na to czy wyst?puj? w pomara?czowych czy zielonych barwach.
Za upadek buddyzmu w Indiach odpowiedzialne s? tak naprawd? obie g?ówne religie tego kontynentu, islam po prostu zako?czy? to co hinduizm zacz??. Od V wieku za spraw? brami?skich nacisków wiele buddyjskich ?wi?ty? zamieniono na hinduskie miejsca kultu, a muzu?ma?scy naje?d?cy zniszczyli potem wszystko to, co si? jeszcze osta?o.
Efekty tego staro?ytnego imperializmu religijnego wida? po dzi? dzie? nie tylko w kwestii hinduskiego zarz?dzania buddyjskimi miejscami kultu, wida? je równie? nawet w samej konstytucji Indii. W artykule 25 czytamy, ?e „nawi?zania do Hindusów odnosz? si? do osób wyznania sikhijskiego, d?inistycznego i buddyjskiego, natomiast nawi?zania do instytucji religii hinduskiej odnosz? si? do nich samych”.
Pomijaj?c kwestie historycznego pochodzenia, smutna rzeczywisto?? wygl?da dzi? tak, ?e nepalskie czy indyjskie rz?dy s? notorycznie z?ymi gospodarzami dla setek tysi?cy pielgrzymów, którzy co roku odwiedzaj? ich kraje by z?o?y? wyrazy szacunku naukom i ?yciu Buddy Gautamy. Od szczytów w?adzy po syndykaty ?ebraków ulicznych, nie wida? najmniejszej woli ugoszczenia, pomocy czy prostej uprzejmo?ci wobec tych pielgrzymów z odleg?ych krajów, s? za to próby wy?udzenia od nich na wszelkie mo?liwe sposoby pieni?dzy.
Gwoli ?cis?o?ci, nie mo?emy zrzuci? ca?ej winy za sytuacj? w Nalandzie, Bodhgaji czy Sarnath wy??cznie na karb nie-buddystów. Mahajanistyczni szowini?ci i elity?ci Therawady funkcjonuj? w swoich zamkni?tych ?wiatkach, a buddyjskie ?wi?tynie wokó? Bodhgaja rzadko jednocz? si? w sprawach mniej przyziemnych ni? uzyskanie przy??cza elektrycznego czy poprawa dost?pu do wody pitnej. Zamiast celebrowa? wspólne dziedzictwo i nauki, medytacje, rytua?y i ?wi?ta, s? zwykle bardziej zainteresowani promowaniem w?asnej szko?y i zag?uszaniem modlitw innych tradycji swoimi liturgiami nadawanymi ze skrzecz?cego megafonu.
W odpowiedzi na moj? krytyk? braku troski Indii o swe buddyjskie dziedzictwo moi hinduscy przyjaciele szybko zauwa?aj?, ?e buddyzm jest zasadniczo cz??ci? hinduizmu, a sam Budda by? awatarem Wisznu. Pomijaj?c kwestie filozoficzne, argument jest dosy? s?aby z czysto ludzkiej, spo?ecznej i emocjonalnej perspektywy, jako ?e zwyci?stwa, sukcesy i przywileje hindusów nigdy nie s? dzielone z buddystami.
Zaniedbanie buddyzmu jest strat? dla Indii
Jakby na spraw? nie spojrze? – czy z jedynie w kategoriach biznesowych, politycznych, dumy narodowej, mo?liwo?ci eksportowych, polityki zagranicznej czy z g??bszych pobudek duchowych – wszechobecne zaniedbanie buddyjskiej spu?cizny jest dla Indii g??bok? strat?.
Nawet z czysto ?wiatowej, biznesowej perspektywy miejsca takie jak Bodhgaja czy Lumbini to potencjalne kopalnie z?ota. Nawet podczas mojego ostatniego, krótkiego pobytu w Bodhgaja dwie wysokie g?owy pa?stw zagranicznych odwiedzi?y ?wi?tyni? Mahabodhi, by z?o?y? tam swe wyrazy szacunku.
Zagraniczni dygnitarze, genera?owie i inni wp?ywowi ludzie regularnie odwiedzaj? Bodhgaj? nie po to, by wzi?? udzia? w jakiej? konferencji czy negocjacjach, lecz by z?o?y? wyrazy szacunku, o tysi?cach pielgrzymów z ca?ego ?wiata – Europy, Rosji, Azji po?udniowej i po?udniowo-wschodniej, Chin, Ameryk, Australii itd. – nie wspominaj?c.
Pewna doza polityki jest nieunikniona i Indie maj? mocn? kart? w r?ku, poniewa? Bodhgaja i inne miejsca pielgrzymek s? warto?ci? wykraczaj?c? poza polityczne i wewn?trzreligijne podzia?y, równie? w kontek?cie tak dra?liwych tematów jak Tybet. Koniec ko?ców miejsca te s? ?wi?te dla wszystkich buddystów wszystkich tradycji – bez wyj?tku – pozostaj?c ponadczasowym przypomnieniem elementarnych prawd nauczanych przez Budd?.
Nawet z punktu widzenia zwyk?ej dumy narodowej warto pami?ta?, ?e ani Wisznu ani Sziwa nie otrzymaliby indyjskiego obywatelstwa, poniewa? s? bogami. Budda natomiast by? cz?owiekiem urodzonym na ich ziemi, którego m?dro??, nauki i przyk?ad po dzi? dzie? poruszaj? serca i umys?y milionów ludzi na ca?ym ?wiecie, w tym indyjskiej Nemezis, Chin. To niepoj?te, ?e ani Indie ani Nepal nie przejawiaj? praktycznie ?adnego zainteresowania swym dziedzictwem.
Kwestia postawy
Bior?c pod uwag? ów wszechobecny brak zainteresowania i zaniedbanie nie dziwi fakt, ?e jakikolwiek rozwój w Bodhgaji czy innych buddyjskich miejscach kultu wyp?ywa g?ównie z zagranicznej inicjatywy lub od tybeta?skich uchod?ców, którzy zwykle na ka?dym kroku musz? dawa? w?adzom ?apówki, by móc cokolwiek zrobi?.
Hindusi i ich rz?d niedoceniaj? tego szczodrego wsparcia z zagranicy, co obrazuje dobrze ostatnia sytuacja w biednym regionie Dhungeshwari, gdzie Budda przez sze?? lat praktykowa? ascez? przed osi?gni?ciem o?wiecenia.
Biurokraci z Delhi narzucili niebotyczn? kar? w wysoko?ci dziewi?ciu milionów rupii na szko?? dla biednych dzieci za?o?on? przez mnichów buddyzmu korea?skiego, przez co odci?ci od zagranicznych ?rodków mnisi nie b?d?c w stanie ui?ci? kary musieli j? czasowo zamkn??.
Gdy szko?a posz?a do s?du – co jest aktem nie lada odwagi, szczególnie w stanie Bihar – by odwo?a? si? od niesprawiedliwego wyroku, s?d najwy?szy na szcz??cie anulowa? kar? i publicznie zbeszta? indyjski rz?d za penalizacj? prowadzonej przez buddystów szko?y, która nios?a pomoc biednym Hindusom robi?c to, co powinien robi? indyjski rz?d.
W tym odosobnionym przypadku sprawiedliwo?ci sta?o si? zado??. Jednak d?ugotrwa?e szykany biurokratów poprzedzaj?ce ostateczny wyrok wskazuj? na szerszy problem w postawie Hindusów do buddyzmu jako takiego.
Jedn? z przyczyn takiego podej?cia jest system kastowy, który nadal tak silnie zakorzeniony jest w indyjskiej mentalno?ci. Miliony buddystów w stanie Maharashtra, których na buddyjsk? ?cie?k? sprowadzi? dr B.R. Ambedkar s? mniej zainteresowane naukami Buddy, ni? ch?ci? uwolnienia si? od stygmatu swojego niskiego statusu kastowego. Jak wa?ne i zrozumia?e owo ?yczenie by nie by?o, taki spo?eczny i polityczny program niekoniecznie oka?e si? owocny w kwestii ich rozwoju duchowego, ani nie pomo?e te? szczególnie samemu buddyzmowi.
Niedawno mój doskonale wykszta?cony hinduski przyjaciel, który chodzi? ze mn? codziennie pomedytowa? w ?wi?tyni Mahabodhi w Bodhgaja zosta? przes?uchany przez hinduskich ochroniarzy, czy jest autoryzowanym przewodnikiem skoro codziennie tu przychodzi. Ochroniarze za?o?yli, ?e buddyzm jest dla obcokrajowców albo przedstawicieli ni?szych kast i nie mogli poj??, co mog?o tu sprowadza? wykszta?conego Hindusa z wy?szej kasty.
Skoro takie sytuacje maj? miejsce przy wej?ciu do naj?wi?tszej ?wi?tyni buddyzmu, trudno ?ywi? wi?ksze nadzieje na zmian? postawy indyjskiego spo?ecze?stwa czy hinduskiej mentalno?ci.
Indie i Chiny graj? buddyjsk? kart?
Indie zacz??y ostatnio przejawia? subtelne oznaki zainteresowania swym buddyjskim dziedzictwem, szczególnie w Himalajach, poniewa? Chiny tak aktywnie wspieraj? buddyjskie miejsca kultu z drugiej strony gór.
W tym kontek?cie warto przypomnie?, ?e statystycznie 20% Chi?czyków to buddy?ci, podczas gdy w kraju o?wiecenia Buddy, Indiach jest to mniej ni? 1% - sytuacja, która utrzymuje si? od wielu wieków. To w Chinach w?a?nie mieszka najwi?cej buddystów na ?wiecie (niemal po?owa wszystkich buddystów), podczas gdy w Indiach jest to zaledwie 2% ?wiatowej populacji buddystów.
W przeciwie?stwie do d?ugiej historii zaniedbania buddyzmu w Indiach, Chiny poszczyci? mog? si? d?ug? list? znamienitych buddyjskich uczonych i patronów. Na przyk?ad czcigodny Xuaanzang, któremu zawdzi?czamy historyczny opis naj?wi?tszych miejsc o?wiecenia i ?ycia Buddy. Warto tu przypomnie? równie? o patronacie chi?skich dynastii i cesarzy (takich jak cesarz Ming z dynastii Han, cesarz Wu z dynastii Lang, czy cesarz Wu Zetian z dynastii Tang), którzy zadbali o przetrwanie buddyzmu poza miejscem jego narodzin.
Nie jest to jedynie staro?ytny patronat wa?ny z wy??cznie historycznej perspektywy. Nawet dzi? wiele mówi jako??, szczegó?owo?? i skala chi?skiej szczodro?ci – rzekomo ateistycznego kraju – w kontek?cie szacunku, z jakim na przyk?ad przechowywana jest ko?? z palca Buddy w ?wi?tyni Famen w Xi'an, co ostro kontrastuje z niedbalstwem w Narodowym Muzeum w New Delhi, gdzie nawet sam relikwiarz jest prezentem z Tajlandii.
Oczywi?cie nigdy nie zapomnimy, ?e Chi?czycy zburzyli buddyjskie ?wi?tynie, zniszczyli teksty i wymordowali nauczycieli w latach 50. i podczas rewolucji kulturalnej. Jednak te krótkotrwa?e dzia?ania motywowane by?y politycznie a nie religijnie i dzi? w Chinach zaobserwowa? mo?na zdecydowane odrodzenie buddyzmu.
Stoi to w ostrym kontra?cie do historycznych prze?ladowa? brami?skich i zdziesi?tkowania buddyzmu w Indiach przez muzu?manów, po których buddyzm nigdy ju? w Indiach nie stan?? na nogach.
Jednak zamiast na?ladowa? chi?skie odrodzenie buddyzmu w Chinach, Hindusi – jak zawsze podejrzliwi wobec mo?liwo?ci chi?skiego szpiegostwa – nadal pi?trz? biurokratyczne bariery przed setkami tysi?cy chi?skich buddystów co roku pragn?cymi odby? pielgrzymk? do Indii. Indie powinny jednak zrozumie?, ?e tak jak hindus z Indii mo?e czu? si? lepiej w towarzystwie hindusa z Anglii ni? muzu?manina z Indii, tak samo buddy?ci ze Sri Lanki czy Ladakhu uwa?aj? pielgrzymów z Chin po prostu jako przyjació? dziel?cych te same przekonania religijne.
Podobnie jak muzu?manie, biedni, skolonizowani i uciskani w swoich krajach mog? czu? si? dumni z powodu bogatych i wp?ywowych muzu?manów z Arabii Saudyjskiej, czy ?ydzi z ca?ego ?wiata mog? by? dumni z Izraela, tak samo buddy?ci z Bangladeszu, Indonezji czy innych miejsc, które do?wiadczy?y obcej inwazji, lub w ma?ych i biednych krajach jak Bhutan mog? cieszy? si? z niedawnego uzyskania przez Chiny statusu supermocarstwa.
Reasumuj?c, zamiast poddawa? si? starym, boja?liwym nawykom i podejrzeniom, Indie mog? uczy? si? i cieszy? z buddyjskiego renesansu w Chinach dumnie o?wiadczaj?c, ?e to ich kraj w?a?nie odziedziczy? ?wi?te miejsca buddyzmu, jego m?dro?? i nauki.
Powrót buddyzmu na jego prawowite miejsce
W niniejszym artykule chcia?em zawrze? historyczne, polityczne, strategiczne, religijne, filozoficzne, kastowe i inne wyja?nienia bezmy?lnego trwonienia przez Indie swego bogatego i g??bokiego, buddyjskiego bogactwa. Jakiekolwiek by jednak przyczyny tej sytuacji nie by?y, g?ówne przes?anie jest takie, ?e sytuacja wcale nie musi tak wygl?da?.
?ród?o: Huffington Post - t?umaczenie Grzegorz Ku?nierz.
?wiadoma, nietrudna do osi?gni?cia zmiana pogl?du da?aby nie tylko uznanie, lecz równie? poczucie dumy ze spu?cizny po cz?owieku, który wniós? niezrównany wk?ad w rozwój ludzko?ci.
W tych materialistycznych czasach, gdy chciwo?? dos?ownie niszczy Ziemi?, od której zale?y nasze przetrwanie, bardziej ni? kiedykolwiek dot?d potrzeba nam buddyjskich nauk o wspó?zale?nej naturze rzeczywisto?ci. Na poziomie politycznym i osobistych dzia?a? ich kontemplacja mog?aby za?agodzi? nawet nadmiern? konsumpcj?, przeciwdzia?a? wyczerpaniu zasobów naturalnych, ochroni? zagro?one habitaty i zostawi? naszym dzieciom planet? jako dobre miejsce dla ?ycia.
Jak? nies?ychan? satysfakcj? i szacunkiem mog?yby cieszy? si? dzi? na ?wiecie Indie i Nepal, gdyby tylko uzna?y za w?asne ?ycie i nauki jednego z najwa?niejszych i najwspanialszych ludzi, którzy st?pali po ?wiecie. Przy wzgl?dnie niewielkim wysi?ku, nadzwyczaj bogate, staro?ytne dziedzictwo Indii i Nepalu mog?oby odpowiedzie? na rosn?c? potrzeb? i zainteresowanie wspó?czesnego ?wiata, daj?c lepsz? przysz?o?? Ziemi i jej mieszka?com.
By? mo?e artyku? ten miejscami zabrzmia? ostro, jednak ?agodniejsza krytyka nie wystarczy do fundamentalnej zmiany postawy i pogl?du, które potrzebne s? by buddyzm wróci? móg? do swego pe?noprawnego, cennego i decyduj?cego miejsca w historii, kulturze i tradycji Indii i Nepalu.




