![]() |
Kryzys wywołany konsumpcjonizmem
Judith Simmer-Brown
Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że w świecie zglobalizowanej gospodarki jesteśmy przemocą nakłaniani do wzmożonej konsumpcji. Wiąże się to z obowiązującym paradygmatem, zgodnie z którym "więcej znaczy lepiej"...
|
![]() |
Książka objęta patronatem medialnym "Cyber Sanghi". |
Kryzys spowodowany konsumpcjonizmem uderza w każdą kulturę świata. Większość z nich usiłuje dziś kopiować amerykański styl życia. David Loy w książce The Religiom ofthe Market (Religia rynku) sugeruje, że konsumpcja stalą się być może nową światową religią. Owa religia konsumpcjonizmu opiera się na dwóch nieudowodnionych dogmatach bądź wierzeniach:
1) Wzrost gospodarczy i wzmożony handel światowy będzie korzystny dla każdego.
2) Wzrostu nie zahamują naturalne ograniczenia planety o skończonych rozmiarach.
Podłożem konsumpcjonizmu jest zaspokajanie ego, jego ścieżkę wytycza wciąż rozrastający się ciąg zachcianek, a jego urzeczywistnienie opisuje przewrotna trawestacja maksymy Kartezjusza: "Robię zakupy, więc jestem". Rekrutując neofitów poprzez zalew przekazów z mass mediów, "religia" ta otumania konsumentów, sprawia, że nie pamiętamy o cierpieniu, do którego przykładamy rękę. Zakupy to jedna z podstawowych czynności podtrzymujących kulturę negacji.
Od chwili upadku państw komunistycznych w różnych częściach świata ekspansja konsumpcjonizmu trwa niemal przez nikogo niekwestionowana. W dobie unowocześniania się tradycyjnych społeczeństw konsumpcjonizm jest drogą najbardziej kuszącą. Jedynie religijne narody i społeczności wciąż mają szansę rzucić wyzwanie konsumpcjonizmowi. Buddyzm zaś jest skarbnicą wartości mogących powstrzymać narastające upojenie konsumpcją.
Jak reagować na ogrom cierpień spowodowanych przez konsumpcjonizm? Jak zareagują nasze dzieci? Łatwo pogrążyć się w tej ułudzie, zapominając o wszystkim, czego uczył nas buddyzm. Ale gdy do niego po-wracamy, przypominamy sobie prawdę: źródłem cierpienia są nasze nieustanne pragnienia. Pragniemy, więc konsumujemy; pragniemy, więc cierpimy. Jako praktykujący odczuwamy tę nieubłaganą zależność na własnej skórze. Nasze pokolenie musi przebudzić się i uświadomić sobie grozę konsumpcjonizmu, połączyć siły z wyznawcami innych religii, aby wyrwać się z błędnego koła. Wszyscy musimy aktywnie poszukiwać dróg alternatywnych wobec konsumpcjonizmu.
My, buddyści na Zachodzie, musimy rozpoznawać zagrożenia wkradające się do naszej praktyki duchowej i pojawiające się w obrębie naszych zalążkowych społeczności i instytucji. Z punktu widzenia buddyzmu tybetańskiego konsumpcjonizm jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Stanowi jedynie zewnętrzną manifestację pragnienia i zachłanności. Dwadzieścia pięć lat temu mój guru, Vidyadhara Chogyam Trungpa Rinpoche, napisał jedną z pierwszych w Ameryce popularnych książek o Dharmie pt. Wolność od duchowego materializmu. Treść tej książki z roku na rok tylko zyskuje na aktualności. Mówił on o trzech poziomach materializmu - fizycznym, psychicznym i duchowym - które władają naszym istnieniem jako przejawy aktywności skoncentrowanej na ego. Jeśli nie będziemy przeciwstawiać się materializmowi, stopniowo opanuje on nasze życie fizyczne, nasze wspólnoty, a nawet naszą praktykę duchową.
Materializm fizyczny to neurotyczna pogoń za przyjemnościami, komfortem i bezpieczeństwem. Jest to najbardziej zewnętrzny wyraz konsumpcjonizmu. Ulegając jego oddziaływaniu, staramy się osłonić przed codziennym bólem cielesnej egzystencji, jednocześnie zaś skupiamy się na momentach przyjemności. Oddziaływanie to tworzy iluzję życia wolnego od bólu, pełnego możliwości wyboru, dzięki czemu wydaje nam się, że w pełni kontrolujemy rozwój wypadków. Potrzebujemy stu siedmiu rodzajów jogurtu w supermarkecie, żeby poczuć się jak król wszechświata. Chodzimy do kina z 24 salami, żeby obejrzeć film, na który akurat przyjdzie nam ochota. Potrzebujemy szybko działających środków przeciwbólowych, urządzeń, które usuwają w cień wszelkie niedogodności, oraz narzędzi łączności, które sprzyjają natychmiastowej wymianie informacji. Wszystko to stwarza złudzenie pełni niezmąconej przyjemności. Gdy włada nami taki fizyczny materializm, utożsamiamy się z tym, co posiadamy.
Ale to dopiero początek. Na kolejnym poziomie znajduje się materializm psychiczny - pragnienie sprawowania kontroli nad całym światem za pomocą teorii, ideologii i intelektu. Zęby uniknąć bólu, staramy się manipulować światem nie tylko na płaszczyźnie fizycznej; to samo robimy na poziomie psychiki. Stwarzamy na własny użytek model teoretyczny, dzięki któremu uciekamy od poczucia zagrożenia, samotności lub przegranej. Zawsze stawiamy siebie w roli wszechwładnego kontrolera, twierdząc na przykład: "Jako Amerykanka, mam pewne prawa. Jako kobieta, zasługuję na to, by nie poddawać się oczekiwaniom mężczyzn w moim społeczeństwie. Zarabiam pieniądze, sama więc decyduję, jak je wydam. Jako buddystka, rozumiem zasadę współzależności".
Materializm psychiczny postrzega jako wroga wszystko, co człowiekowi zagraża lub wywołuje jego rozdrażnienie. Opanowujemy to zagrożenie, tworząc sobie ideologię lub religię, w której jesteśmy zwycięzcami, mamy rację lub stoimy po słusznej stronie; nigdy nie doświadczamy bezpośrednio lęku czy zamętu, będących rezultatem zetknięcia z rzeczywistym zagrożeniem. Taka postawa jest szczególnie groźna dla buddysty na Zachodzie. W naszych czasach buddyzm stał się popularny, stal się towarem wykorzystywanym przez korporacje i media. Bycie buddystą to obecnie symbol statusu, z którym wiąże się władza, prestiż i pieniądze. Zdjęcie Jego Świątobliwości Dalajlamy pojawia się na kolekcjach hollywoodzkich filmów i na reklamach komputerów Apple; różne grupy buddyjskie prześcigają się w pozyskiwaniu gwiazd Hollywoodu. Wszyscy chcą wpisać do swego życiorysu jakiś element buddyzmu. Liczba przyjęć na kierunek studiów buddyjskich w Uniwersytecie Naropy podwoiła się w ciągu ostatnich dwóch lat, reporterzy kręcą się po naszych hallach i salach wykładowych. Buddyjskie konferencje ściągają rzeszę najrozmaitszych osobników podobnych do mnie, propagujących naszą branżę. Nasze konsumpcyjne społeczeństwo zamienia buddyzm w zwykły towar. Pokusy czyhające na zachodniego buddystę są oczywiste. Kusi nas wykorzystanie buddyzmu do promowania własnego ego, własnej wspólnoty, własnych celów.
Lecz sedno problemu leży jeszcze gdzie indziej. Najsubtelniejszy materializm - materializm duchowy - przenosi tę walkę o władzę do sfery naszego własnego umysłu, do naszej własnej praktyki medytacyjnej. Nasza świadomość usiłuje zachować nad wszystkim kontrolę, utrzymać scentralizowaną uwagę. Czyniąc tak, ego wykorzystuje do tego nawet duchowość, żeby osłonić się przed lękiem i brakiem poczucia bezpieczeństwa. Praktyka medytacji może nam służyć do ucieczki od niejednoznaczności i intensywności codziennych spotkań; praktykami współczucia możemy manipulować w taki sposób, aby odeprzeć udrękę świadomości, że wszystko się rozpada. Inwestujemy w obraz siebie samych jako osób praktykujących buddyzm, chroniąc się w ten sposób przed bezpośredniością i intymnością naszego uświadomienia rzeczywistości. Ważne jest więc, abyśmy stale dbali o "ostrze" swojej praktyki, ogarniali świadomością ów próg, gdzie rodzi się panika, gdzie zagrożenie jest naszym przyjacielem i gdzie to, co kryło się w naszej głębi, wychodzi na jaw.
Co się dzieje, kiedy znajdujemy się we władzy "trzech poziomów materializmu"? Vidyadhara nauczał, że gdy pochłaniają nas sprawy ego, kontroli i władzy, zaczynamy "bać się zjawisk zewnętrznych, które są naszymi własnymi projekcjami". Znaczy to tyle, że kiedy uznajemy siebie za rzeczywiste, realnie istniejące istoty, to wydaje nam się błędnie, że świat wokół nas jest czymś niezależnym i realnym. To zaś jest początkiem paranoi, lęku i paniki. Boimy się, że nie zdołamy zapanować nad sytuacją. Jak nauczał Patrul Rinpoche (1808-1887):
Nie przeciągaj przeszłości,
Nie zapraszaj przyszłości,
Nie odstępuj od wewnętrznego czuwania,
Nie lękaj się pozorów.
Musimy porzucić lęk przed pozorami. Jak tego dokonać? Jedynym sposobem na przecięcie owego wzorca zachłanności i kontroli jest stanie na straży bezwzględnej uczciwości naszej praktyki medytacyjnej. Musimy mieć takie miejsce, w którym wszelka manipulacja zostaje obnażona. Musimy być gotowi do zrezygnowania w naszej praktyce z kontroli. Gdy widzimy swój galopujący umysł, kotłujące się emocje i nieustanne intrygi, wówczas dotykamy oblicza cierpiącego świata, to nas nieuchronnie odmienia. Musimy pozwolić, aby nasze serce pękało z bólu nieustannej walki, której doświadczamy w sobie i w świecie wokół nas. Wtedy możemy nawiązać kontakt ze światem i z oddaniem służyć prawdziwie oświeconemu społeczeństwu, nad którym konsumpcjonizm nie będzie miał żadnej władzy. Pragnienie rodzi się z pośpiechu naszego umysłu, trwającego w pogoni za tym, czego nie mamy, abyśmy nie mogli doświadczyć tego, co jest wprost przed nami.
Przełożył Jerzy Paweł Listwan. |