|
?ycie jak kino
Dzongsar Czientse Rinpocze
Dzongsar Dziamjang Czientse (Dzongsar Jamyang Khyentse) Rinpocze urodzi? si? w 1961 roku, znany jest równie? pod imieniem Czientse Norbu, jest bhuta?skim lam? oraz filmowcem. Jego dwa najbardziej znane filmy to Puchar Himalajów (The Cup) oraz Podró?nicy i Magowie (Travellers and Magicians). Rinpocze jest tak?e tulku zwi?zanym z klasztorem Dzongsar w Derge we Wschodnim Tybecie. Dzongsar Czientse Rinpocze umiej?tnie ??czy nowoczesny zachodni styl z tradycyjnymi tybeta?skimi naukami. Za?o?y? wiele o?rodków na Zachodzie, które dzia?aj? w ramach organizacji Siddhartha's Intent.
|
Wyobra?my sobie, ?e urodzili?my si? w kinie i nie zdajemy sobie sprawy z tego, ?e wszystkie nasze prze?ycia s? tylko projekcj?. Nie rozumiemy, ?e jest to tylko film, kolejny odcinek serialu, ?e historie maj?ce w nim miejsce nie s? rzeczywiste i nie istniej?. Wszystko, co widzimy na ekranie – mi?o??, nienawi??, przemoc, napi?cie, wzruszenie – jest tylko wynikiem przepuszczenia ?wiat?a przez celuloid. Jednak nikt nigdy nam tego nie powiedzia?, wi?c siedzimy i wpatrujemy si? w film, tak jak w kinie. Je?eli kto? zwraca na to nasz? uwag?, uciszamy go. Jeste?my ca?kowicie zaabsorbowani filmem i ?lepi na fakt, ?e nadmierne anga?owanie si? w projektowane historie jest bezcelowe.
Za?ó?my teraz, ?e osoba na siedzeniu obok mówi: „S?uchaj, to tylko film. Nie jest rzeczywisty. To si? nie dzieje naprawd?. To tylko projekcja.” Wtedy tak?e my mo?emy zrozumie?, ?e to, co widzimy, jest tylko filmem, nierzeczywistym i niemaj?cym w?asnej esencji. Nie oznacza to jednak, ?e od razu wstaniemy i wyjdziemy z kina. Nie musimy tego robi?. Mo?emy si? po prostu zrelaksowa? i w spokoju patrze? na romans, thriller lub cokolwiek innego. Nadal mo?emy do?wiadcza? jego intensywno?ci i, je?eli mamy zaufanie do tego, i? jest to tylko projekcja, mo?emy równie? przewija? do przodu, do ty?u, przyspiesza?, spowalnia? i puszcza? film tak, jak nam si? podoba. Mo?emy te? wyj?? i wróci?, kiedy mamy na to ochot?.
Czasami jaka? scena w filmie mo?e nas bardzo poruszy?, dotkn?? naszego czu?ego miejsca. Jednak rozumiemy, ?e to wszystko nie jest prawdziwe i w rzeczywisto?ci nie ma ?adnego problemu.
Dok?adnie to musi zrozumie? praktykuj?cy Dharm? – ?e zarówno samsara, jak i nirwana s? pozbawione esencji, s? nieprawdziwe jak film. Zanim to dostrze?emy, Dharma z trudem b?dzie przenika? do naszego umys?u. B?dziemy prze?ywa? osobi?cie wszelkie sukcesy i niepowodzenia. Jednak?e, je?li tylko raz, nawet przez u?amek sekundy, dostrze?emy, ?e wszystkie te zjawiska nie s? rzeczywiste, sytuacja zmieni si?. Nie oznacza to, ?e musimy natychmiast wyruszy? do Nepalu lub Indii i zosta? mnichem b?d? mniszk?. Mo?emy nadal prowadzi? normalne ?ycie, nosi? garnitur i krawat, chodzi? codziennie do pracy, zakochiwa? si?, obdarowywa? ukochan? kwiatami, cieszy? si? ?yciem. Co? wewn?trz jednak b?dzie nam przypomina?, ?e to wszystko jest pozbawione esencji. Dobrze jest mie? taki przeb?ysk. Nawet je?eli zdarzy nam si? raz w ?yciu, mo?emy by? zawsze szcz??liwi, zachowuj?c zaledwie jego wspomnienie.
Teraz, kiedy kto? stara si? nam powiedzie?: „Hej, to tylko film”, nie s?yszymy go, poniewa? jeste?my rozproszeni. By? mo?e w?a?nie teraz w filmie ma miejsce du?y wypadek samochodowy lub gra g?o?na muzyka, wi?c po prostu nie s?yszymy tej wa?nej informacji. A mo?e s?yszymy, lecz nasze ego ?le j? interpretuje i pozostajemy pomieszani, wierz?c, ?e jednak film musi by? prawdziwy. Dlaczego tak jest? Po prostu brakuje nam zas?ugi. Jest ona niezwykle wa?na, podobnie jak inteligencja, m?dro??, wspó?czucie i mi?uj?ca dobro?. Zas?uga jest jednak najwa?niejsza. Bez niej jeste?my jak ?ebrak-analfabeta, który wygrywa milion dolarów na loterii, lecz nie wie, co zrobi? z pieni?dzmi, i traci je natychmiast.
Za?ó?my jednak, ?e posiadamy troch? zas?ugi i kto? w?a?nie przekaza? nam t? cenn? informacj? na temat filmu. Wówczas, jako buddy?ci, mamy ró?ne mo?liwo?ci. Z punktu widzenia buddyzmu Hinajany wstajemy i opuszczamy kino lub zamykamy oczy i nie bierzemy ju? udzia?u w filmie. Tym sposobem k?adziemy kres cierpieniom. Na poziomie Mahajany pozbywamy si? cierpienia, pog??biaj?c zrozumienie, ?e film nie jest rzeczywisty, ?e to tylko projekcja, pusta sama w sobie. Nie przestajemy ogl?da? filmu, lecz rozumiemy, ?e nie istnieje on niezale?nie. Zaczynamy tak?e my?le? o innych, którzy znajduj? si? z nami w kinie i niekoniecznie rozumiej? natur? filmu. Wreszcie z poziomu Wad?rajany – Diamentowej Drogi – wiemy, ?e jest to tylko film i cieszymy si? tym. Im wi?cej emocji film w nas wywo?uje, tym bardziej doceniamy kunszt produkcji. Dzielimy si? tym wgl?dem z innymi, ufaj?c, ?e oni tak?e s? w stanie poj?? i doceni? t? prawd?. Jednak ?eby wprowadzi? to w ?ycie, potrzebujemy zas?ugi.
W buddyzmie Hinajany gromadzimy j? poprzez unikanie pewnych sytuacji. Rozumiemy, ?e cierpimy z powodu filmu, przestajemy wi?c go ogl?da?. W Mahajanie gromadzimy zas?ug? dzi?ki wspó?czuciu. Posiadamy otwarty umys?, który jest bardziej przej?ty cierpieniem innych ni? w?asnym. Z drugiej jednak strony taka przemiana – z lgni?cia do wydarze? rozgrywaj?cych si? w filmie do zrozumienia ich pusto?ci i pracy dla po?ytku innych – mo?e zachodzi? bardzo d?ugo. Dlatego Wad?rajana jest bardzo szybk? drog?, na której gromadzimy zas?ug? poprzez oddanie. Ufamy osobie, która mówi nam o naturze filmu i która rozumie j?, co daje jej wolno??. Nie tylko przyswajamy sobie te informacje, lecz tak?e doceniamy wolno?? i g??bi? jej umys?u. Rozumiemy, ?e sami tak?e posiadamy potencja? takiego wyzwolenia. Nawet krótka chwila takiego oddania mo?e by? przyczyn? ogromnej zas?ugi.
Je?eli nadajemy na tych samych falach, mo?emy nie tylko sta? si? sympatykami kina, ale tak?e zobaczy?, jak ca?a widownia jest z?apana przez wydarzenia rozgrywaj?ce si? w filmie. Nie tkwimy ju? w swoim pomieszanym zrozumieniu tego, co dzieje si? na ?cie?ce. Nauczyciel, osoba pokazuj?ca nam natur? filmu, przybli?a nas do zrozumienia tego, czym s? ogl?dane przez nas obrazy. Mo?emy si? zrelaksowa? i cieszy? wydarzeniami. I by? mo?e my te? powiemy kiedy? komu? siedz?cemu obok o naszym odkryciu.
|
?ród?o: Magazyn Shambala Sun (listopad 2003). |




