![]() |
Żadnej drogi!!!
John Crook
|
![]() |
|
![]() |
Przychodzi taki moment w treningu Zen, moment zarówno szokujący jak i zaskakujący, kiedy uświadamiasz sobie intuicyjnie, że nie ma żadnej drogi.
Jak to! Czym w takim razie jest praktyka Zen?
Praktyka jest uświadamianiem sobie, że wcale nie ma żadnej drogi, jednak trzeba nią kroczyć, kroczyć, przekraczać, zawsze stając się istnieniem.
Przysłuchując się rozmowie o buddyzmie w radiu każdy z rozmówców wychwalał na swój sposób zalety i korzyści płynące z buddyzmu. Tak, wydaje się, że ten buddyzm to klub do którego warto należeć! Początkujący przyłącza się do buddystów, znajduje nową tożsamość, staje się nowo zapisanym członkiem organizacji. Jest pewnego rodzaju ulga w przynależeniu.
W samotnym świecie kluby i organizacje mają pewną wartość. Czy w mieście, w miasteczku, czy na wsi jest wiele powodów dla istnienia klubów. Przede wszystkim potrzebujemy pewnego rodzaju wspólnoty, poczucie dążenia do celu, który oferuje swoiste bezpieczeństwo, wyjście poza samotność, nieczułość, przestępczość i beztroskę, które charakteryzują nasze społeczeństwo. Zapewnia pewne wyjaśnienie, który pozwala poczuć się bezpieczniej z tym wszystkim.
Tak więc mamy kluby, listy członków, kupujemy budynki, planujemy program, zapraszamy nauczycieli i wykładowców, nakłaniamy opornych, przekonujemy niedowiarków, odrzucamy tych, którzy pojawiają się tylko raz. Wybieramy sekretarza, przewodniczącego i
znajdujemy duchowego patrona. Coś na kształt świeckiego klasztoru pojawia się między nami, i zaczynamy martwić się o członkostwo, składki, o następne odosobnienie.
Wkrótce niektórzy z nas zaczynają się zastanawiać czy nowy nauczyciel nie byłby lepszy niż obecny, którego mamy. Co on takiego robi dla nas? Już minął rok, a ja się wcale nie zmieniłem! Powoli pojawiają się oznaki podziałów i frakcji. Demokracja i bałagan może są lepsze, nowocześniejsze niż wiara i autorytet; ale co jest odpowiedniejsze dla naszych czasów? Czy wiemy wystarczająco dużo aby o tym decydować?
Cokolwiek sądzilibyśmy o naszej dobroczynności, wszystkie kluby są elitarne, wykluczające innych. Psychologia społeczna uczy nas, że nawet minimalistyczne grupy wynajdują przeciwników. Łatwo można podzielić grupę na frakcje izolując jej części na pół godziny. Przynależąc do danej organizacji, osoba ma charakterystyczną dla danej grupy praktykę i nauczyciela. Z pewnością nasza praktyka jest lepsza niż innych, którzy tylko siedzą, modlą się, mantrują, mają intelektualne zainteresowania, podążają za guru, tańczą całe noce lub sypiają ze sobą – i tak dalej. Jeżeli ta grupa nie byłaby lepsza od innych – to jaki byłby sens przyłączać się do tej, a nie do innej. W każdym razie – inwestuję w tą grupę mój czas i pieniądze. Lepiej niech będzie dobra.
Krishnamurti wielokrotnie powtarzał, że tworzenie instytucji prowadzi do podziałów. Pośród zachodnich buddystów tak właśnie się dzieje. Bardzo ciężko jest nam wychylić się ponad nasz kulturalnie uwarunkowany nacisk na indywidualizm i współzawodnictwo. Wprawdzie zachodni buddyści nie rzucają w siebie kamieniami, jednak atakują się w bardziej subtelny sposób. Plotka jest sekretnym pojazdem dla rozłamów, rozczarowania, frustracji, irytacji, poczuciu własnej ważności. Im bardziej staję się członkiem danej grupy tym bardziej staję się przywiązany i tym bardziej stronnicze stają się moje poglądy. Nawet Krishnamurti nie skłonił swoich sympatyków aby za nim nie podążali. Co by osiągnał gdyby mu się udało?
Są pewne niebezpieczeństwa – podążając za organizacją można całkowicie nie zrozumieć nauki Buddy. Kiedy leżał na łożu śmierci powiedział: „Wszystko co złożone przemija. Wypracuj sobie własne zbawienie z pilnością.” On nie powiedział „Zakładajcie kościoły!” Nie powiedział „Noście szaty, koloratki, stwórzcie hierarchię i ewidencje, odróżnijcie się od innych. Niech będzie wiadomo kto jest mądrym, a kto nie.” Nie powiedział „Prowadźcie debaty z muzułmanami, chrześcijanami, marksistami.” Po prostu powiedział : „Wszystkie rzeczy przemijają. Idźcie i wypracujcie własne zbawienie z pilnością. Odkryj to dla siebie!”
Stworzenie „zewnętrznej” ścieżki jest łatwe. Tworząc kluby i organizacje powinniśmy przyglądać się temu, co się dzieje w naszych sercach. Jakiej jakości jest nasz związek kiedy się spotykamy? Czy przekazujemy nasze zasługi, jakiekolwiek są, innym? Czy się dzielimy z innymi? Czy oprócz brania również coś dajemy? Czy koncentrujemy się na uchybieniach i winach naszych nauczycieli, czy raczej czasami udaje nam się uchwycić to, co próbują nam przekazywać. Jakkolwiek irytujący czy godny uwielbienia, nauczyciel, który otrzymał przekaz, może chcieć nam coś przekazać poza słowami. Czy jesteśmy w stanie uchwycić to ukryte znaczenie?
My, którzy tak naturalnie formujemy się w kluby i organizacje, powinniśmy zrozumieć motywacje naszych działań. Powinniśmy wiedzieć nie to, co możemy wziąć, ale to, co możemy dać. Czy wstępujemy na dłużej, czy raczej przychodzimy aby się rozglądnąć, a później szybko zmienić miejsce na inne, gdzie herbata jest mocniejsza bądź nauczyciel jest bardziej sexy? Jaki jest nasz poziom zrozumienia tego wszystkiego? Kluby i organizacje są na tyle dobre, na ile samoświadomi są jego członkowie.
Zawsze dobrze jest być świadomym tego, co się dzieje w sercu, utrzymywać tam świadomość podczas zazen i poczekać aż będzie się widzieć to, co tam się dzieje rzeczywiście. Nie należy się spieszyć.
Pewnego wieczoru w 1986 roku stałem na górskiej ścieżce ponad małym klasztorem Bo-lam na wyspie Lantao w Hong Kongu. Patrzyłem na pełny księżyc, który wschodził nad zalesionymi szczytami i odległym oceanem. Kiedy tak patrzyłem, nieznajomy mnich zszedł ścieżką z góry. Był po pracy, która polegała na budowaniu górskiej ścieżki, kamień po kamieniu, skała po skale. Uśmiechając się wskazałem na księżyc. Mnich spojrzał na mnie i nieznacznie potrząsnął głową. Wyciągnąwszy rękę w powietrze, wydawało się, że mnich chwyta księżyc i jednym ruchem umieszcza go w swoim sercu. Uśmiechnął się. Pokłoniłem się. Kiedy zaczął kroczyć dalej swoją drogą, wzruszył ramionami.
Jeżeli ktoś patrzy jedynie na zewnętrzne rzeczy, jest to tylko ścieżka naśladowania. Pochwycenie księżyca i umieszczenie go w sercu jest tym samym co absorbowanie atmosfery pokoju czy świątyni w siebie, odkrywając unikalność obecności w tej chwili. Oddychanie powietrzem, dźwięk i dotyk, atmosfera miejsca staje się jednym z wewnętrznym istnieniem, spokojna przestrzeń bez osądów.
Kiedy atmosfera miejsca po prostu objawia się tobie to wejdź w nią głębiej, a odkryjesz, że nie ma potrzeby poruszania. Nie ma potrzeby tworzenia. Wszystko jest jakie jest. Nawet jeżeli coś trzeba zrobic w odpowiednim czasie; w tym momencie refleksji, kiedy to jest w sercu, nic nie trzeba robić. Po prostu zobacz to takie, jakie jest. Może wyda to ci się inne niż zazwyczaj. Teraz to jest Soho, teraz to jest SOHO, jeszcze raz to jest Soho. Czy to Soho się zmieniło? Czy flaga może poruszać wiatr?
Z chwil spokoju pochodzi wszystko czego potrzebujesz. Kiedy pojawiają się przeciwieństwa, mówi nam Dogen, umysł Buddy jest stracony. Kiedy próbujesz tworzyć buddyzm w opraciu o ścieżkę, która jest poza sercem wtedy umysł Buddy również jest stracony. Bądź ostrożny z narzucającymi się buddystami i tymi, którzy tylko trzymają się doktryn. Przyjrzyj się uważnie. Zbawienie z pilności jest sprawą wewnętrzną, która tylko stopniowo ujawnia się na zewnątrz. To się dzieje naturalnie, bez udawania. Nie można tego przyspieszyć. Jeżeli to urzeczywistnisz, inni to zauważą. Nic nie musisz pokazywać. Umieść przeciwieństwa w sercu, pozwól księżycowi rozpłynąć się w krwioobiegu. Wieczorne powietrze naturalnie wypełnia oddech. Nie ma żadnej drogi i nigdy nie poznasz jej końca.
Chwała Buddom Wszystkich Światów.
Chwała Bodhisatwom Wszystkich Światów.
Chała Pismom Wielkiej Mądrości.
O dążeniu, które nie pozostawia śladów.
Napisany przez Johna Crooka po przestudiowaniu "Sutry Podwyższenia".
Prawdopodobnie w roku 1975. Nieznacznie poprawione w roku 2001.
Od początku
nie trzeba szukać niczego.
Właśnie tu
jest całkowite rozwiązanie.
Nie ma sensu podróżować.
Bez sensu jest poszukiwanie, aby dostać
od uczonego nauczyciela
mądrość, którą już posiadasz.
Nie ma sensu umartwianie
bezmyślne siedzenie
Odrzucanie i poszukiwanie
kolejnych wglądów.
Nie ma sensu uczyć się ceremonii
rytuałów, ofiarowań,
Czynić dobro aby czuć się dobrze
Usiłując dotrzeć do celu ukrytego w sercu.
Nie ma sensu wędrować
Aby dotrzeć do celu, którego tam nie ma.
Nie ma sensu myślenie
Aby rozwiązać problem, który nie istnieje w rozumie.
Wszystko co musisz zrobić
W tej chwili
To zatrzymać się –
Skieruj umysł na niego samego.
Wciągnij zmysły do środka
Przewróć siebie na lewą stronę:
Wpatrując się w jezioro świadomości
Pozwól temu co tam jest wynurzyć się z matecznika.
Pozwól temu co tam jest
posiąść twój oddech
Pozwól temu co tam jest
pulsować w twoim sercu.
Pozwól temu co tam jest
rozgrzewać twoje biodra, poruszać twoje myśli.
Czym jest ta udręka poszukiwania w przyszłości
tego, co już spoczywa w twoich dłoniach?
Właśnie teraz – masz to. Trzymaj to mocno.
Patrz prosto poza swoją własną twarzą.
Trzymając potwora mocno pozwól mu być
albo on znowu poniesie cię ścieżkami czasu.
I pozwól wszystkiemu odpłynąć
Opaść!
Przeszło, przeszło, wszystko przeszło!
Poczuj Wszechświat dźwięczący w twoich uszach.
Czas i przestrzeń
są tylko dźwiękiem
przez który Tygrys
skacze.
Tekst zaczerpnięto ze strony internetowej Związku Buddystów Czan. |